Biała – zjedz i wypij gospodarzem wernisażu

Udostępnij nas na:
W 2018 roku restauracja, która znajduje się na warszawskiej Saskiej Kępie rozpoczęła swoją przygodę ze sztuką, inaugurując wspólnie z galerią LETO oraz Contemporary Lynx, projekt Carte Blanche.  Na tym jednak artystyczna przygoda lokalu się nie zakończyła. Już 5 lutego, będziemy mogli, być częścią kolejnego projektu, który ma na celu skupić się na przyjaciołach oraz sąsiadach restauracji.

Tego dnia zaprezentowane zostaną prace z cyklu #moonglowdancer Agaty Czernikiewicz, której pracownia mieści się na Saskiej Kępie. To opowieści o emocjach, które mieszkają w ciele i są tak ulotne, że dojrzeniu ich bardziej sprzyja delikatne światło księżyca niż pełen blask słońca.

NOWOŚCI GASTRONOMICZNE – LISTOPAD / GRUDZIEŃ 2019
> kliknij, aby się zapoznać się z pełnym wydaniem <

Agata Czernikiewicz: #moonglowdancer

Mogłabym Wam opowiedzieć o tym, jakie wrażenie zrobiła na mnie retrospektywa Marii Lassnig, którą zobaczyłam w Zachęcie latem 2017. I jak opętańczo i szaleńczo tańczyłyśmy wtedy z dziewczynami przed jej obrazami podczas któregoś z warsztatów z cyklu Lepsza Ja. Pamiętacie ten film „Być jak John Malkovich”? Bo od tego czasu w mojej głowie zamieszkała uporczywie wracająca konieczność realizacji projektu: „Być jak Maria Lassnig”. To była tak silna potrzeba wejścia w jej obrazy, w jej buty, że myślałam pierwotnie o fotosesji w postaci staromodnej rekonstrukcji. Jednak jej obrazy okazały się zbyt cielesne, a ona na nich zbyt obecna. Więc to zadanie wymagało dosłownego ucieleśnienia.

Mogłabym Wam opowiedzieć o tym, jak robiąc porządki po kolejnym zakręcie w moim życiu (a ci którzy mnie choć trochę znają, wiedzą, że jak zwykle była to niezbyt ostrożna jazda po bandzie;) sięgnęłam po Metagenaologie Alexandra Jodorowskiego. I lektura starego, mądrego Żyda okazała się wielce pomocna w dojściu do jako takiej homeostazy. Więc mimo, że dotąd miałam dość sceptyczne podejście do sesji rebirthingowych pod siłą jego sugestii pomyślałam, może to nie taki głupi pomysł. Tylko, że portfel artystki jak zwykle pustawy,  na fanaberie w postaci modnych terapii nie starcza. No ale od czego są farby!

Mogłabym Wam opowiedzieć o tym, jak bardzo zaczarowała mnie Poświata Michaela Chabona. I że wspomnienie bezskórego konia goni za nami przez drugie i trzecie pokolenie. I czasem jest on tak blisko, że czuje się  omalże jego oddech na szyi… A już szczególnie kiedy 11 listopada Warszawa czerwieni się od świateł rac. I że dla mnie kontakt ze sztuką  i uprawianie sztuki jest najlepszym remedium na wstrzymanie tego nieustannie trwającego pościgu.

Ale to wszystko nieważne. Potraktujcie proszę te sześć prac jak test Rorschacha. Innymi słowy zobaczcie w nich to, co tylko chcecie, co one dla Was osobiście niosą.  Zapraszam na wernisaż. Bardzo serdecznie dziękuję Białej za możliwość zrealizowania sąsiadce wystawy u nich – mówi artystka.

© BROG B2B Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością sp.k.
Dalsze rozpowszechnianie powyższego materiału jest zabronione.