Gheorghe Marian Cristescu: Nie było czasu na dywagacje, tylko działanie

Udostępnij nas na:
Gdy dotarła do nas epidemia, szpitale zmagały się z rosnącą liczbą zachorowań, medycy wypełniali swoje obowiązki w ciężkich i niebezpiecznych warunkach, a premier podejmował kolejne decyzje o zamrażaniu gospodarki, zarząd oraz pracownicy Polskiego Holdingu Hotelowego, podjęli natychmiastowe działania. Nieśli pomoc pracownikom służby zdrowia, pacjentom, instytucjom oraz innym hotelarzom. Czuli, że taką mają misję, że w momencie kryzysu, muszą dać od siebie coś więcej. W rozmowie ze mną Gheorghe Marian Cristescu, prezes zarządu PHH, opowiedział o genezie poszczególnych akcji, działaniach związanych z funkcjonowaniem firmy, prowadzonych i planowanych inwestycjach, a także oczekiwaniach, nadziejach i pozytywnych stronach kryzysu.
fot. Karolina Jóźwiak, www.fotogenetycznie.pl
Pamięta Pan moment, w którym zrozumiał, że sytuacja jest poważna i będzie miała wpływ na funkcjonowanie rynku oraz spółki Polski Holding Hotelowy?

To był moment, kiedy pojawiły się pierwsze zachorowania na koronawirusa w Europie. Wówczas uświadomiłem sobie, że na pewno ten wirus dotrze także do Polski i będzie miał ogromny wpływ na rynek turystyczny oraz hotelowy. Zrozumiałem, że nie uciekniemy od kryzysu, jednak nie zdawałem sobie sprawy, jak duży ten kryzys będzie. Pamiętam, że jako pierwszy z hotelarzy rozpocząłem dyskusję na Linkedin odnośnie tego, jak ta pande­mia przełoży się na naszą branżę. Wtedy nikt nie spodziewał się aż takiego tąpnięcia, łącznie z moją skromną osobą.

Jako spółka, już pod koniec lutego, w ramach własnego szta­bu kryzysowego, rozpoczęliśmy przygotowanie hoteli do kry­zysu poprzez optymalizację kosztów. Zauważyliśmy malejący ruch w naszych obiektach i byliśmy przekonani, że przyjdzie taki moment, gdy przestanie w ogóle być widoczny.

Szybka optymalizacja pozwoliła nam lepiej przygotować się do momentu, w którym rząd rozpoczął zamrażanie różnych sek­torów biznesowych łącznie z restauracjami i hotelami. Byliśmy dosyć dobrze przygotowani dlatego, że nasz sztab kryzysowy przewidział zamknięcie restauracji i obsługę gości poprzez room service.

Co w tamtym momencie było największym wyzwaniem?

Na pewno sytuacja związana z naszym hotelem Renaissance. Kiedy gości w warszawskich obiektach było już coraz mniej, w niektórych nawet żadnych, Renaissance był prawie pełny. W większości naszymi gośćmi byli pracownicy linii lotniczych, którzy czekali w okolicy lotniska na decyzję właścicieli. Nadal ich obsługiwaliśmy, przy zamkniętej restauracji, wprowadzając serwis gastronomiczny do pokoi. Byliśmy również w kontakcie z innymi hotelarzami z rynku warszawskiego, oferując im miej­sce dla swoich gości, na wypadek zamknięcia ich obiektów.

Czy na zamknięcie hoteli również się przygotowywaliście?

Sytuacje w naszych hotelach były różne w zależności od loka­lizacji. Jeżeli chodzi o Warszawę, było dużo łatwiej, ponieważ mogliśmy przenieść naszych gości z Hampton by Hilton War­saw Airport, czy Courtyard by Marriott do hotelu Renaissance. Natomiast pozostałe hotele w Polsce częściowo zostały wy­dzielone do programu dla medyków czy na izolatoria, a resztę zamknęliśmy. Ważną rolę odegrał tutaj hotel Renaissance, który był otwarty i działał podczas tego kryzysu również dlatego, że pierwszą naszą decyzją dotyczącą wsparcia różnych koncepcji walki z koronawirusem była wspólna inicjatywa PHH i zarządu LOT-u. Na jej podstawie Renaissance stał się bazą noclegową dla załóg LOT-u, które brały udział w projekcie mostu powietrz­nego mającego na celu powrót Polaków do ojczyzny.

Odnosząc się do działań związanych z optymalizacją kosztów, o których Pan wspomniał, chciałam zapytać o decyzje podjęte w stosunku do pracowników.

Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, aby pracownicy jak naj­mniej odczuli ten kryzys. Zdaję sobie sprawę, że niektóre korpo­racje w takich momentach niestety idą na łatwiznę i w pierwszej kolejności decydują się na drastyczne decyzje personalne, mając w świadomości, że koszty pracownicze to ok. 30-40 proc. kosz­tów przedsiębiorstwa. Osobiście, nie od dziś, uważam, że ludzie stanowią najważniejszy element nie tylko naszego biznesu, ale ogólnie wszystkich gałęzi gospodarki. Moją intencją od samego początku było to, aby pracownicy jako ostatni odczuli ten kry­zys. Przez lata pracy w PHH udało nam się stworzyć zespół zna­komitych fachowców na wszystkich szczeblach zatrudnienia od pracowników liniowych do dyrektorów. Dzięki ich ciężkiej pracy uzyskaliśmy wyniki ponadprzeciętne, dlatego też w tej sytuacji musieliśmy szczególnie o nich zadbać. Wiedzieliśmy, że będzie­my ich potrzebować, aby wspólnym wysiłkiem wróci do nor­malności.

Namawialiśmy naszych pracowników, aby korzystali z zale­głych urlopów i nadgodzin. Natomiast ci, którzy wyrazili zgodę, również wybrali urlopy bieżące. Skorzystaliśmy także z pomocy w ramach tarczy antykryzysowej. Obniżyliśmy etaty pracowni­ków o 20 proc., ale chcąc, aby czuli się bezpiecznie zdecydowali­śmy, że przekażemy im połowę dotacji otrzymanej od Państwa. Dzięki temu ich wynagrodzenie zostało zmniejszone jedynie o ok. 8 proc.

Pracownicy docenili nasze działania przekazując nam bardzo pozytywny odzew. Uważam, że jako osoby zarządzające dużymi firmami w ten sposób właśnie powinniśmy się zachować.

Polski Holding Hotelowy natychmiast podjął działania mające na celu wsparcie medyków oraz służbę zdrowia. Dlaczego wydawało się to Państwu tak istotne? Jak Pan myśli, czemu wiele sieci hotelowych czy znaczących obiektów nie zaangażowało się w takie inicjatywy?

Jeżeli chodzi o działania wspierające medyków i służbę zdrowia to chciałbym w pierwszej kolejności pogratulować państwa re­dakcji. Wasze działania były bardzo widoczne. To były piękne gesty i jestem przekonany, że tak jak nasi pracownicy, robiliście to Państwo z poczucia misji oraz przekonania, że jesteście po­trzebni.

Będąc najsilniejszym podmiotem z polskim kapitałem w branży hotelarskiej, a także spółką Skarbu Państwa czuliśmy, że taką mamy misję, że w momencie takiego kryzysu musimy dać od siebie coś więcej. Nasza pozycja wynika z jasnej strategii rządu premiera Mateusza Morawieckiego, który doskonale ro­zumie, że jeśli kraj nie będzie posiadał silnych firm, nie będziemy w stanie w skuteczny sposób reagować w trudnych, kryzyso­wych momentach. My też jako PHH w sposób zdecydowany bardzo wzmocniliśmy się na przestrzeni ostatnich lat. Gdy mia­łem przyjemność przejęcia dawno temu ówczesnej spółki Cho­pin Airport Development, mimo tego, że przez lata była dobrze prowadzona okazało się, że miała o wiele większy potencjał. Pamiętam początki planu budowy PHH i sam fakt zwiększenia kapitału ze 107 mln zł do kwoty 955 mln zł, co dużo mówi o na­szej silnej pozycji.

Uważaliśmy, że w takiej sytuacji oczekuje się od nas o wie­le więcej. Oczywiście doskonale rozumiem sytuację większości właścicieli hoteli niezależnych, którzy mając kredyty i koszty sta­łe muszą przede wszystkim skupić się na działaniach ratujących własną firmę i nie stać ich na dodatkowe wydatki. Ja to bardzo szanuję i byłoby nieelegancko z mojej strony, gdybym zajmował się jakąkolwiek krytyką kolegów z branży. Wiedziałem, że z kolei nasza spółka – dobrze zorganizowana, posiadająca zespół so­lidnych fachowców – musi wykorzystać swój potencjał w naj­trudniejszym momencie dla naszej branży. Zgłosiliśmy więc do naszego właściciela, Ministerstwa Aktywów Państwowych, go­towość spółki do działania tak, aby dobrze skoordynować nasze wysiłki, a nie postępować na zasadach partyzantki. Po działal­ności z LOT-em, kolejnym naszym krokiem było wsparcie ca­teringowe stacji epidemiologicznych w Warszawie. Rozpoczęli­śmy ten projekt dostarczając 200 posiłków dziennie, a obecnie wydajemy ich już 400.

Czyli ta akcja jest kontynuowana?

Tak i nie mamy zamiaru jej przerywać, dopóki osoby pracują­ce w tych stacjach nas potrzebują. Oczywiście jest to akcja pro bono. W ten sposób chcieliśmy od początku pokazać chęć dzia­łania, zdając sobie sprawę z odpowiedzialności społecznej, która ciąży na naszej firmie.

Kolejnym projektem było wsparcie NFZ…

Zgadza się, było to również na samym początku epidemii w Polsce, kiedy centrala NFZ została „mocno obciążona” przez obywateli, którzy chcieli dowiedzieć się, jak najwięcej i jak naj­szybciej na temat koronawirusa. W pewnym momencie, mimo że pracownicy centrali byli dobrze przygotowani, to przy tysią­cach telefonów dziennie byli na tyle przeciążeni, że czas ocze­kiwania na połączenie zdecydowanie się wydłużył. W związku z tym Fundusz zwrócił się do spółek Skarbu Państwa o wspar­cie. Z uwagi na to, że nasze zespoły hotelowe są bardzo dobrze przeszkolone w obsłudze klientów wymagających, zgłosiliśmy chęć udziału w tym projekcie. Do infolinii NFZ dołączyło 30 na­szych pracowników, którzy zostali szybko przeszkoleni w lżej­szych tematach. Okazało się, że większość telefonów dotyczy­ła właśnie takich spraw, nawet sercowych (śmiech). Po prostu często dzwoniły starsze osoby, które szukały kontaktu i chciały z kimś porozmawiać o swoich codziennych problemach. Pytały o wszystko, tylko nie o koronawirusa (śmiech). Trzeba jednak podkreślić, że działo się to w momencie największej presji, za co naszym pracownikom należą się podziękowania, zwłaszcza że było to kolejne nasze wsparcie pro bono.

Jednak największe zaangażowanie ze strony PHH jest przy współpracy z Ministerstwem Zdrowia, NFZ i wojewodami, związanej ze stworzeniem izolatoriów i hoteli dla medyków.

Rzeczywiście, jest to bardzo trudny i skomplikowany projekt. Musieliśmy bardzo szybko stworzyć system, w ramach które­go będzie funkcjonował ten proces. Wzorce zaczerpnęliśmy z zachodu. PHH stał się prawdziwym hubem, który wspierał wysiłki operacyjne wojewodów, we współpracy ze szpitalami, w celu znalezienia izolatoriów i hoteli dla medyków. Najważ­niejsza dla Ministerstwa Zdrowia była jednak sprawa izola­toriów, ponieważ obawiano się przeciążenia szpitali. Resort chciał zapewnić, jak najlepsze warunki pobytu w izolacji, która nie jest łatwa, a do tego wymaga zapewnienia indywidualnego węzła sanitarnego dla każdej osoby, stąd też pomysł na wyko­rzystanie dostępnych hoteli.

Przeznaczając nasze obiekty dla medyków, zdecydowaliśmy także, że będziemy oferować je pro bono, ponieważ nie chcie­liśmy czekać na decyzje dotyczące ich dofinansowania. To za­wsze wiąże się ze zmianą budżetów w ministerstwach, co nie jest proste, zwłaszcza w momentach kryzysowych. Nasze dzia­łania, by wspierać ten projekt pojawiły się w najbardziej odpo­wiednim momencie.

Dodatkowo chcieliśmy także zorganizować zbiórkę, aby zgro­madzić fundusze dla hoteli prywatnych na rzecz tego projek­tu. Okazało się jednak, że lepszym pomysłem było powołanie fundacji, co proszę mi uwierzyć, w obecnej sytuacji nie było ła­twym zadaniem. Wsparcie finansowe zadeklarowały od same­go początku Polski Holding Nieruchomości, Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze oraz Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, dzięki czemu ruszyliśmy z budżetem 3 mln 250 tys. zł. Dla nas nie było czasu na dywagacje i rozmowy tylko na działanie, a poprzez stworzenie fundacji chcieliśmy pokazać so­lidarność z naszymi kolegami z branży.

Jak ocenia Pan poczynania branży hotelarskiej w dobie epidemii? Zdaliśmy egzamin?

Chciałbym się skupić przede wszystkim na pozytywnych akcen­tach tego całego okresu. Powstało mnóstwo wspaniałych ini­cjatyw i akcji organizowanych przez różne podmioty związane z naszą branżą, m. in. Państwa akcja zbiórki dla szpitala, która bardzo mi się spodobała. Będę na zawsze pamiętał…

Rozmawiała Karolina Stępniak

Cały wywiad publikujemy w:

ŚWIAT HOTELI: kwiecień-maj 2020
> kliknij, aby się zapoznać się z pełnym wydaniem <

© BROG B2B Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością sp.k.
Dalsze rozpowszechnianie powyższego materiału jest zabronione.