Marta Kustosz: Jeden za wszystkich, czyli…?

Udostępnij nas na:
Ostatnie spotkania i rozmowy z osobami reprezentującymi najwyższe szczeble struktur hotelowych skłoniły mnie do swoistej refleksji na temat, który dzisiaj wydaje się być niezwykle istotny, głównie przez swój wpływ na budowanie, utrzymanie i efektywne prowadzenie zespołów. Tych, które niestety coraz częściej definiowane są jako nieidealne, niewystarczająco efektywne i zdecydowanie niepełne…

Klasa lidera, charyzma i au­tentyczność to nie są ce­chy, których można się nauczyć podczas jednego ze szkoleń. Na początku mojej dro­gi zawodowej zafascynowało mnie, jak ogromne umiejętności interpersonalne posiadały oso­by, które stały się dla mnie na długo wzorem do naśladowania. Kompetencje skutecznego przy­wódcy odgrywają bardzo istotną rolę, osobowość GMa także, jest jednak jeszcze coś co decyduje o tym jaka atmosfera pracy pa­nuje w grupie, jak częste są rota­cje i czy kreatywność ma szansę ujrzeć światło dzienne. Zatem, co konkretnie osoba stojąca najwy­żej w strukturze organizacyjnej, może zrobić, aby pomimo nie­koniecznie sprzyjających warun­ków funkcjonowania nie stracić, a budować i rozszerzać wpływ kultury organizacyjnej stymu­lującej dążenie do zaangażowa­nia, odpowiedzialności za rezul­tat i prężnych działań każdego członka zespołu?

Decydującym czynnikiem, któ­rego deficyt dominuje w więk­szości miejsc pracy, a także coraz częściej w życiu prywatnym, jest wspierające otoczenie. Tak, to właśnie od tego elementu, w po­łączeniu z konsekwencją, cierpli­wości i wytrwałością pozostałych działań, wszystko się zaczyna. Po­trzeba bezpieczeństwa, dążenie do bycia częścią czegoś większe­go, akceptacja grupy, możliwo­ści doświadczania i popełniania błędów w środowisku pełnym zaufania, wspólnie stanowią sku­tecznie pomijany punkt wyjścia. Dzisiaj, wolimy skupić się na jed­noznacznych cechach zapewnia­jących skuteczne przewodzenie, „wyuczyć się” ich i wypatrywać efektów już kolejnego dnia. Nie­stety, równie szybko przychodzi rozczarowanie „bo coś nie działa”.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie RH2019banner.png

Zmiany i agresywność otocze­nia, wewnątrz i na zewnątrz struk­tury, pozbawiły nas wszystkich podstawowej wartości wynikają­cej z bycia członkiem organizacji, podstawowej wartości niezwykle istotnej dla budowania trwałych i kompetentnych zespołów, po­zbawiły nas wspierającego oto­czenia. Wystarczy spojrzeć na te miejsca pracy, które od lat prowa­dzone są przez jednego lidera, na osoby, których staż pracy w da­nym miejscu jest dłuższy niż trzy lata, poczuć satysfakcję i swoistą energię wypełniającą hotel. Każdy człowiek ma ogromną potrzebę funkcjonowania w otoczeniu, które zna, w którym czuje się bez­piecznie i w którym może wzra­stać bez obawy bycia ocenianym czy sterowanym. I tutaj, tak samo jak przy pozostałych elementach, wszystko zaczyna się od osoby znajdującej się na szczycie orga­nizacji. Od tego czy dyrektor ma szansę dzielić się swoimi wątpli­wościami, wyzwaniami z osobami szczerze wspierającymi się wza­jemnie, czy może każdego dnia odgrywa rolę osoby „najmądrzej­szej w pokoju”, bo przecież każdy lider taką postawę powinien re­prezentować.

Zacznijmy od siebie

Oczywiście, nie mamy wpływu na to, co dzieje się poza nami, na de­cyzje o odejściu współpracowni­ków czy przemian, które związane są z dokonującą się transformacją rynku, deficytem odpowiednio przygotowanej kadry. Te elemen­ty trzeba po prostu zauważyć, zaakceptować i w tym samym momencie zadecydować o uela­stycznieniu własnej postawy, otworzyć się na nowe szanse i możliwości, które równie często pojawiają się w szybko ewolu­ującej rzeczywistości. Najczęściej zmiany postrzegane są przez pry­zmat konieczności radzenia sobie z problemami, których wcześniej nie było (lub nie w takim natęże­niu), co nie zmienia faktu, że prze­cież trzeba im sprostać. A rzeczy­wistość przynosi także szanse, których skutecznie nie zauważa­my zamykając się tak bardzo na znaną codzienność. Codzienność, z którą ciężko się rozstać. Dodat­kowo, demonstrując to poprzez usztywnienie własnej postawy i zachowań, szukając poparcia dla własnych racji w gronie osób, któ­re oczywiście zgodzą się z nami zapominając, że to różnice zdań, a czasami nawet konflikty prowa­dzą do najlepszych rozwiązań. At­mosferę do takiej rozmowy, dys­kusji nie zbudujemy bez realnej więzi, trwale i czasami przez lata pielęgnowanej atmosfery zaufa­nia. Bez wspólnych przeżyć, cele­browanych osiągnięć. Coraz czę­ściej tworzące się sztuczne koła wzajemnej adoracji i niepohamo­wana potrzeba bycia ich częścią, to nic innego jak strach przez pozostaniem wykluczonym, a nie pęd ku rozwojowi i kolejnym wy­zwaniom pokonywanym na nowe sposoby. Oczywiście istnieją for­my, które zbliżają prawdziwie, ich członkowie korzystają z efektu synergii. Jednak znowu, nie ma to nic wspólnego z przebrzmiałymi akcjami hucznie komentowanymi…

Autorem jest Marta Kustosz
hotelarz
coach rozwoju zawodowego
właścicielka Praktyka Zmian

Tekst został przygotowany specjalnie dla naszej redakcji
Całą treść publikujemy w naszym czasopiśmie

ŚWIAT HOTELI: kwiecień-maj 2019
> kliknij, aby się zapoznać się z pełnym wydaniem<

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie SH-04-05-2019-stos.png

© BROG B2B Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością sp.k.
Dalsze rozpowszechnianie powyższego materiału jest zabronione.