Współwłaściciel DaftCafe o planach na rozwój

Udostępnij nas na:
Historia sieci sięga 2014 roku. Od tamtej pory powstało osiem kawiarni. Twórcy marki, w kwestii lokalizacji, postawili na biurowce. Czy to był strzał w 10? Jakie są plusy i minusy takiej decyzji? Skąd pochodzi ich kawa i co ma wspólnego z samochodami? Na te i inne pytania odpowiada współwłaściciel DaftCafe – Michał Ratajczyk. 

 

Wasze hasło brzmi: Wszystko zaczyna się od kawy. Czy w tym przypadku też tak było? Jak zrodził się pomysł na ten koncept?

Zdecydowanie wszystko zaczęło się od kawy… i motosportu! Z moimi wspólnikami spotkaliśmy się przy okazji zawodów i tak od rozmowy do rozmowy przy kawie znaleźliśmy dużą niszę. Panowie zawsze pracowali w ośrodkach biurowych i nie mieliśmy szansy nigdzie napić się dobrej kawy. Stąd pomysł na kawiarnie w naszym wydaniu, tj. w biurowcach, serwującej napoje na bazie ziaren jakości speciality, takiej, jakiej sami chcieliśmy się napić, jeżdżąc po całym mieście w jej poszukiwaniu. Uznaliśmy, że pracownikom biurowym też należy się możliwość zejścia na dół po ulubiony napój.

Pracowałeś już w gastronomii, więc ta branża nie była do końca obca. Czy doświadczenie, które zyskałeś w restauracji Mateusza Gesslera okazało się pomocne?

Zdecydowanie tak, szczególnie pod kątem organizacyjnym całego biznesu. Moja studencka praca polegała na zarządzaniu lokalem. Tam poznałem biznes gastronomiczny od poszewki. To procentuje w kontaktach z pracownikami czy logistycznym zarządzaniu.

Przygoda z kawą od razu zaczęła się z wysokiej półki. Dużą wagę przywiązujecie do jej jakości.

Nasza kawa pochodzi z Brazylii, regionu Cerrado, farmy Buena Vista. W składzie są palone ziarna kawy Arabica, a sposób obróbki to semi-washed. Jest z nami od początku i nie zamierzamy jej zmieniać. Mamy ją na wyłączność. Szukaliśmy jej długo, przebieraliśmy w palarniach, ziarnach, aż w końcu ta zadowoliła nas w 100 proc. Poza tym, że ma super jakość, to jest też uniwersalna, czego było nam potrzeba. Korzystamy tylko z jednych ziaren, zarówno do kaw czarnych, jak i mlecznych i dzięki niej mamy tę możliwość.

W Waszych lokalach znajdziemy też ciasta, kanapki, bajgle, quiche i wiele innych. Na jakich dostawcach polegacie, aby zachować wysoką jakość, nie tylko jeśli chodzi o kawę?

Dążymy do przygotowywania wszystkiego w kawiarniach mowa o kanapkach, ale też i części ciast. Bazujemy na najlepszych składnikach. Posiłkujemy się również dużymi sieciami sprzedaży, które mają takie produkty. Niektórych oczywiście musimy poszukiwać też w małych hurtowniach, co ma swój urok, ale potrafi być uciążliwe. Niedawno otworzyliśmy swoją własną cukiernio-piekarnię, która nie jest dostępna dla gości z zewnątrz, służy tylko i wyłącznie naszym potrzebom. Co robię codziennie rano? Jestem właśnie tam i kontroluję jakość produktów, więc moja praca jest dosyć różnorodna (śmiech). Jednak to bardzo ważne, żeby wszystkiego dopilnować. W tym momencie słodkie produkty są naszego wyrobu. Po pierwsze, są niesamowicie świeże, a żaden dostawca nie był w stanie nam tego zapewnić. Nasze drożdżówki, które stały się już dosyć sławne w lokalach, wyjeżdżają z piekarni gorące – dlatego goście cenią je sobie szczególnie o poranku, z kawą. Ciasta i quiche również są naszą specjalnością. Od niedawna uruchomiliśmy możliwość zakupu całych ciast z możliwością odbioru w dowolnej lokalizacji DaftCafe następnego dnia. Często ludzie są bardzo zapracowani i nie mają czasu, żeby przejechać pół miasta po ciasto na imieniny cioci czy jako prezent urodzinowy, dlatego im to ułatwiamy. Trudniejsze żądania też jesteśmy w stanie spełnić. Projekt jest bardzo świeży, cały czas go rozwijamy i będziemy dążyli do jak największej liczby produktów wytwarzanych przez nas, łącznie z ciekawymi wkładami do kanapek. Chcemy mieć pełną kontrolę i 100 proc. świadomości, że jakościowo wygląda wszystko tak, jak chcemy, według naszych pomysłów i życzeń. Może z czasem dałoby się to wypracować u dostawców, ale ten proces z pewnością byłby o wiele dłuższy. Jeśli ma się wszystko w ramach własnej organizacji, to dużo szybciej i lepiej można wszystko kontrolować i mieć pewność, że nasze standardy będą zachowane.

W związku z szeroką ofertą przekąsek, rozważaliście wprowadzenie gotowych dań lunchowych?

Nie mamy tego w planach, bo wtedy troszeczkę byśmy się rozwodnili i robili zbyt wiele rzeczy jednocześnie. W każdym ośrodku biurowym jest kantyna, która specjalizuje się w lunchach, więc staramy się nie wchodzić sobie w kompetencje i dobrze współpracować. Są specjaliści od szybkiego posiłku i od miłego czasu w kawiarni. Wolimy skupić się na tym, co robimy najlepiej – czyli zdecydowanie to drugie.

Znajdujemy się w Warsaw Spire, jednym z centrów biznesowych, które wybieracie na swoje punkty. Jakie są wady i zalety takiej lokalizacji?

Minusem są weekendy, które dochodowo praktycznie nie istnieją – biznes musi być policzony na pięć dni w tygodniu. Poza tym niby łatwo można oszacować liczbę potencjalnych gości, bo znamy powierzchnię okolicznych biur, jednak nie wszyscy najemcy wprowadzają się do budynku w momencie jego otwarcia. Czasem pozostaje nam cierpliwie czekać nim kawiarnia się wypełni. Niewątpliwą zaletą jest za to fakt, że nasi klienci mają bardzo uporządkowany rytm dnia, co pozwala nam dobrze rozplanować logistykę. Wiemy, że rano najczęściej zamawiają kawę na wynos, kupują bajgle i kanapki na śniadanie. W porze lunchowej zaglądają do nas w poszukiwaniu smacznego deseru po obiedzie, a po południu częściej korzystają z komfortowych miejsc przy stolikach, żeby wyrwać się z biura na mniej formalne spotkanie, np. przy filiżance kawy czy ciastku. Jednocześnie bardzo dbają o jakość tego, co spożywają, więc wiemy, że nasza dbałość o szczegóły ma dla nich znaczenie.

Koncentrujecie się na przyciąganiu tylko gości biurowych czy też prowadzicie komunikację zachęcającą do odwiedzania Was z zewnątrz?

Nasze kawiarnie są dostępne dla wszystkich i najczęściej mieszczą się w ogólnodostępnym lobby. Staramy się przyciągać gości z okolicznych biurowców, ale nie jest to łatwe. Ludzie mają bardzo mało czasu na przerwę, chwilę oddechu, a więc i na przemieszczanie się między budynkami. Wszelkie zmiany pogody też to ograniczają. Goście są przeważnie elegancko ubrani, a wyjście na deszcz czy śnieg może się skończyć źle dla biznesowego dress code’u. Jednak mamy nadzieję, że nasza kawa jest tego warta (śmiech).

Rozmawiała Milena Kaszuba-Janus

Cały wywiad publikujemy w:
SWEETS & COFFEE – Grudzień 2018
> kliknij, aby zapoznać się z pełnym wydaniem <

© BROG B2B Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością sp.k. Dalsze rozpowszechnianie powyższego materiału jest zabronione.