Właściciele Makarun o rozwoju marki

Udostępnij artykuł

Cofnijmy się do 2012 roku, kiedy trzech studentów szukało pomysłu na biznes. Jak to się stało, że padło na gastronomię i makaron?
Przemysław Tymczyszyn: To był przypadek, ale wynikający z doświadczeń i intuicji. Razem ze wspólnikiem trochę jeździliśmy po świecie. Podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych, zauważyłem, że bardzo popularne jest jedzenie w kubkach, w stylu take away, zwłaszcza chińskiego jedzenia. Z drugiej strony wiedzieliśmy już, że istnieją spaghetterie, ale w innej formie podawania i szerokości menu. Zauważaliśmy, że ten koncept ma jeszcze wiele możliwości do rozwoju. W efekcie: od słowa do słowa, przyglądając się krakowskiej ofercie gastronomicznej, dla osób, które poszukują taniego posiłku, okazało się, że pod względem jakości jest bardzo słabo i z samym wyborem jest kiepsko. Wówczas królowała zapiekanka oraz kebab. Metodą prób i błędów zaczęliśmy tworzyć produkt. Byliśmy wtedy studentami, kierowaliśmy się tym, czy takie dania kupiliby nasi koledzy. Próbowaliśmy, gotowaliśmy i ciągle myśleliśmy, jak mogłoby to działać. Gdy podjęliśmy decyzję, że kupujemy pierwszy lokal, który tak naprawdę był przyczepą gastronomiczną, to nie było odwrotu. Wszyscy na nas patrzyli: rodzina, znajomi – więc wiedzieliśmy, że trzeba zrobić to dobrze. Wywalczyliśmy sobie świetne miejsce, w którym stanął Makarun.

Marcin Szworak: To było miasteczko akademickie, gdzie wcześniej nie było tak naprawdę żadnej gastronomii, co też stało się utrudnieniem. Postanowiliśmy, że damy radę. Sami wszystko przygotowaliśmy, najpierw napieraliśmy na właściciela działki, później wycięliśmy krzaki, byliśmy odpowiedzialni za pociągnięcie kanalizacji, czy wyłożenie bruku.

Wspomnieliście, że wszystko odbywało się metodą prób i błędów. Odnosi się to również do receptur, czy w tym temacie polegacie na kimś innym?
M.Sz.: Jeśli chodzi o receptury – na początku pracowaliśmy nad nimi sami, a wyznacznikiem było to, czy smakuje naszym znajomym i mojej mamie, która też jest z zawodu gastronomicznego. Teraz oczywiście współpracujemy już z różnymi szefami kuchni.
Udało się. Otworzyliście pierwszy lokal. Kiedy pojawił się pomysł na franczyzę?
P.T.: Po otwarciu pierwszego lokalu, makarony już śniły nam się po nocach (śmiech). Później przyszedł czas na kolejny punkt oraz moment, w którym trzeba było zastanowić się, co dalej, bo biznes rzeczywiście zaczął się rozwijać. Wtedy Marcin wybrał się rowerem z akcją charytatywną do Iranu, ja pojechałem do Nowej Zelandii i każdy z nas myślał, jak rozwinąć naszą markę, jak ją skalować, które formy rozwoju wybrać.
M.Sz.: System franczyzowy wydał nam się najlepszym rozwiązaniem do osiągnięcia dużej dynamiki wzrostu i rozważonego rozwoju, jednocześnie przy zaangażowaniu franczyzobiorców, którzy za zadanie mają zajmować się konkretnymi lokalizacjami.
Mieliście trzy lokale własne, jednak zdecydowaliście się sprzedawać pomysł na biznes innym. Wtedy nie była to zbyt popularna forma. Dlaczego to właśnie ją wybraliście?
P.T: Podjęliśmy decyzję, że nie jesteśmy w stanie być wszędzie na raz. Otwarcie każdego lokalu to kapitał. Nie ukrywajmy więc, że dzięki temu, że ludziom podobał się pomysł na biznes, mogliśmy otworzyć 25 punktów w Polsce – sami nie mielibyśmy na to funduszy. Poza tym, franczyza jest to prostu ciekawym pomysłem na biznes, który rzeczywiście nie był popularny, kiedy my zaczynaliśmy go rozwijać. Idea przyjęła się na rynku i nadal może się przyjmować. Pojawiło się zainteresowanie zarówno samym produktem, jak i możliwością otwierania lokali. Wiemy też jedno: zaangażowanie właściciela może czasem zdziałać cuda, mimo gorszej lokalizacji czy mniejszego kapitału. Działa to też oczywiście w drugą stronę.

Pierwszy lokal tworzyliście samodzielnie od podstaw, zarówno pod względem technicznym, jak i gastronomicznym. Dlaczego to cenne doświadczenie?
M. Sz.: Poznanie biznesu w każdym aspekcie, w jakim można, jest bezcenne. Dzięki temu, że poznaliśmy Makaruna od podszewki, wiemy o nim wszystko. Zaczynając od tego, ile litrów płynu do naczyń zużywa się w ciągu miesiąca, poprzez to jak ma wyglądać idealny makaron al dente, aż do tego, w jaki sposób reaguje klient.
P.T.: Trzeba nieustannie starać się trzymać z tym kontakt. Nie można odlatywać tylko w obszar biznesowy, bo my de facto sprzedajemy pomysł. Odcięcie się od kwestii praktycznych, powodowałoby większą ilość nieporozumień…

Cały wywiad publikujemy w:
NOWOŚCI GASTRONOMICZNE
NAJBARDZIEJ PRAKTYCZNE, NOWOCZESNE
I NIEZALEŻNE CZASOPISMO RESTAURATORÓW

link do aktualnego numeru
MAJ 2018