Dlaczego pracownicy są nieuczciwi?

Udostępnij artykuł

Marek kończył przygotowywać caipiroskę. Standard. Lowball, limonka, muddler, lód,
wódka żurawinowa, woda. Sięgnął po rurkę. Wybrał ZIELONĄ. W tym momencie Miro,
drugi barman, spojrzał uważnie.
— Bardzo proszę, caipiroska żurawinowa – Marek postawił drinka przed gościem
— 20 złotych. Gość wręczył banknot. Marek zamarkował nabijanie na kasę.

W tym samym momencie Miro ruszył na drugą stronę baru i kiedy Marek chował pieniądze
do kieszeni, przeszedł tak, aby zasłonić kamerę. Załatwione.

Marek jeździł nowym wypasionym audi. Miro był ostrożniejszy. Nie chciał mieć samochodu lepszego od menedżera restauracji, więc nie zmieniał swojej starej fiesty. Kiedy z powodu słabych wyników restauracji menedżer został zwolniony, przyszedł nowy, z dużym doświadczeniem. Pierwsze co zrobił, to wyszedł na parking przed restauracją i spytał, jakim kto jeździ samochodem. Marek tego dnia stracił pracę. Miro uchował się jeszcze kilka tygodni, dopóki nie okazało się, że barman przyjęty na miejsce Marka to swój człowiek właściciela.

Dlaczego takie sytuacje się zdarzają? Co powoduje, że sumienie wielu pracowników pozwala im na okradanie pracodawcy? Co sprawia, że zdeterminowani, doświadczeni pracownicy zaczynają działać w sposób tak drastyczny?

Podczas szkoleń zadaję kursantom prowokacyjne pytanie: Co powstrzymuje nas przed kradzieżą?
I nierzadko spotykam się z odpowiedzią typu: jak by mnie złapali, to byłby straszny wstyd; konsekwencje mogą być olbrzymie; to się nie opłaca, ewentualnie: u nas to nie wypada lub u nas za bardzo pilnują. Niestety, nie zawsze słyszę odpowiedź: to niemoralne lub po prostu nie jestem złodziejem.

W starym dowcipie mężczyzna proponuje dziewczynie w barze seks za pieniądze. Oferuje jej za to 100 zł.
— Ja nie jestem prostytutką – odpowiada dziewczyna.
— Dobrze, proponuję 10 tys. zł – zmienia ofertę mężczyzna.
— A, to co innego… – odpowiada ona.
— Nie, nie zapłacę ci. Chciałem tylko udowodnić, że jednak jesteś prostytutką.

Jeśli twój pracownik podejmuje decyzję o byciu uczciwym wyłącznie na podstawie kalkulacji pomiędzy korzyścią a ryzykiem, oznacza to, że jest złodziejem.

>>> Ciemna strona gastronomii – Jak skutecznie przeciwdziałać kradzieży pracowniczej
Jan Marek Mołoniewicz, MoJa Consulting, Warszawa 2014 – kliknij aby zakupić egzemplarz książki

 


 

Uwarunkowania historyczne

W Polsce wyraźny wpływ na podejście do nieuczciwości mają uwarunkowania historyczne. Przez wiele lat byliśmy pod opresją innych, którzy nas prześladowali. A to zabory, a to okupacja, a to komuna. Przez to wyrobił się w nas samozachowawczy instynkt walki z tyranem, na przykład poprzez sabotaż. Osoby występujące przeciw opresorowi (choćby państwowej władzy w komunistycznej firmie) często były uznawane za bohaterów, i czasem rzeczywiście nimi były. Czasy się zmieniły, mentalność – nie. Zamiast partyjnego dyrektora aparatczyka pojawił się prywatny właściciel. Podejście do kwestii moralnych wielu osób pozostało bez zmian i zostało przekazane młodszym pokoleniom. Kradzieże w firmach wciąż nie są piętnowane (No bo to nie moje, a właściciel i tak ma dużo).

Słownictwo
 
Opisana wyżej postawa ma również odbicie w powszechnie używanym słownictwie. Czy znasz słowo, które w sposób pozytywny nazywa osobę, która: jest uczciwa, dba o dobro swojego zakładu pracy, przeciwdziała nieuczciwości mogącej doprowadzić do bankructwa firmy i utraty pracy, pomaga właścicielowi w eliminowaniu nieuczciwych zachowań pracowników?

Jedyne określenia, jakie znam, to: kapuś, kabel, informator. Ty pewnie też byś mógł dodać kilka epitetów, może nawet bardziej pikantnych. Ale niestety nie ma żadnego pozytywnego słowa, jakim można określić taką postawę! To obrazuje bardzo dobrze nasze narodowe podejście do uczciwości. Nasze słownictwo jest pełne eufemizmów określających kradzież: tym chata bogata, co ukradnie tata; nie kradniemy, tylko wynosimy; zbieramy; pożyczamy; albo – jak mówią Rosjanie – bierzemy, bo było źle położone. Zresztą, przykład często idzie z góry. Afery i nieuczciwość w polityce nie dają nam dobrych wzorców do naśladowania. A mądrość ludowa tworzy różne ciekawe powiedzonka, obecne na co dzień w gastronomii, dotyczące właśnie kręcenia wałków na boku. Oto kilka przykładów:

• Ukraść i dobrze schować to potem jak znalazł.
• Jak czegoś dziś nie ukradnę, to tak jakbym zgubił.
• Sprzedawczyni niczego sobie, a raczej wszystko dla siebie.
• Mało się zarabia, żyje się jak hrabia.
• Dobry menedżer i ze strat wyżyje.
• Dobry szef kuchni wyżywi gości, pracowników, siebie i jeszcze dla rodziny zawsze coś zostanie.

Potrzeba finansowa

Jeśli myślisz, że pracownicy są nieuczciwi z chęci zdobycia korzyści finansowej, to masz rację. Większość kradzieży powstaje z powodów finansowych; natomiast nie zawsze się tak dzieje. W swoim gastronomicznym życiu widziałem ludzi, którzy kradną, bo chcą sobie kupić nowy samochód, wyjechać na fantastyczne wakacje czy prowadzić bardziej rozrzutny tryb życia. Są też tacy, którzy kradną z powodu nałogów: narkotyków, hazardu czy kleptomanii. Dla mnie najtrudniejszą i najsmutniejszą jest sytuacja, kiedy za ewidentną kradzież trzeba zwolnić dyscyplinarnie samotną matkę (osoby o skomplikowanych życiorysach to częsty przypadek w gastronomii), która ukradła, bo nie starczało jej do pierwszego lub potrzebowała pieniędzy na książki dla dziecka. Tego typu sytuacje utwierdzają mnie w przekonaniu, że najważniejsze jest przeciwdziałanie kradzieży. Bo kiedy zło już się stanie, często nie ma dobrego rozwiązania.

Fragment pochodzi z książki pt.: "Ciemna strona gastronomii – jak skutecznie przeciwdziałać kradzieży pracowniczej" autorstwa Jana Marka Mołoniewicza, eksperta ds. gastronomii.