Czego hotelarze oczekują od samorządów?

Udostępnij artykuł

I tak to właśnie jest. Moja osobista współpraca z samorządami rozpoczęła sią z objęciem stanowiska dyrektora hotelu w mieście wojewódzkim, w północno-zachodniej Polsce. Zaczęła się od lekcji pokazowej tego w jak przedziwny sposób pojmowana jest rola inwestora i jego relacji do samorządowców. Inwestycja hotelowa, o której mówię była pierwszą, dużą i bardzo ekskluzywną w regionie realizowaną przez spółkę rodem ze Skandynawii. Jakież było zdziwienie i oburzenie włodarzy i urzędników, gdy na ceremonii otwarcia hotelu prezes spółki podziękował za pracę, wsparcie i zaangażowanie swym pracownikom oraz żonie, a pominął prezydenta i całą świtę. Na pytanie dlaczego tak zrobił, zdziwiony odpowiedział, że to jemu prezydent i pozostali powinni dziękować, ponieważ wybudował hotel, stworzył miejsca pracy (gdzie bezrobocie wynosiło 23 proc.), będzie płacił podatki i poprawił estetykę miasta. Jeśli ktoś ma tu nadzieję, że przyjęto to tłumaczenie ze zrozumieniem, to jest w ogromnym błędzie.

Od tego czasu minęło już 16 lat. Wydaje się, że przez ten czas w Polsce wiele się zmieniło w tym obszarze, czego przykładem może być choćby to w jaki sposób traktuje się obecnie szeroko rozumianą branżę hotelarską w województwie zachodniopomorskim, w stosunku do tego jak wyglądało to jeszcze kilka lat temu. Widać wyraźnie że włodarzom zależy na tym, aby ten trudny i wymagający poświęceń biznes rozwijał się tak dynamicznie, jak to tylko możliwe. Stawia się na szkolenia, współpracę , otwartość w relacji inwestor – władze. Nic tylko pogratulować i trzymać kciuki by kolejne władze chciały kontynuować ten trend.

Osobiście jestem zaangażowany zawodowo w biznes hotelarski w trzech województwach: lubuskim, wielkopolskim i zachodniopomorskim. Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że pomimo tego iż sąsiadują ze sobą, obsługują podobnego gościa i mogą, a nawet powinny, budować wspólnie swoją strategię rozwoju regionów, to rzeczywistość jest zgoła odmienna. Wystarczy wybrać się na którekolwiek targi turystyczne, aby zobaczyć na własne oczy co i w jaki sposób jest promowane oraz sprzedawane turystom.

Odnoszę wrażenie, że nasze samorządy są trochę jak pijany wujek na weselu – w tańcu rytm i muzyka grana przez orkiestrę absolutnie mu nie przeszkadza. Samorządowe wyprawy na targi – zwłaszcza te organizowane w Berlinie czy w innych atrakcyjnych lokalizacjach – zazwyczaj organizowane są w całkowitym oderwaniu od tego jak powinny wyglądać w rzeczywistości. Ze swego doświadczenia wiem, że delegowane na te wydarzenia osoby zazwyczaj są zupełnie nieprzygotowane do udziału w nich, jadą na nie bez ofert (ze strony hoteli), a jedynie z ogólnymi „zajawkami” odnośnie tego, co można zobaczyć czy zwiedzić w regionie.

Jaki to ma sens? Nie wiem? Być może urzędnicy liczą na to, że gość sam sobie znajdzie obiekt, że nie mogą i nie powinni oferować materiałów hoteli, aby nie być posądzonym o stronniczość czy wręcz o lobbing na rzecz jednego czy dwóch przedsiębiorców? Według mnie to droga na łatwiznę, tania wymówka wynikająca prawdopodobnie z tego, że mało kto z osób pracujących w urzędach miał kiedyś możliwość pracy w hotelu lub jego prowadzenia…

Dariusz Winnicki, dyrektor zarządzający w PerfectHotel.pl
dyrektor generalny w Marena Wellness & Spa