Karol Prozner i Jakub Prozner: Z miłością do miejsca, głową do biznesu

Udostępnij artykuł

[TYLKO U NAS] Nie każda biznesowa decyzja zaczyna się od wejścia na dach – ale ta właśnie tak.
Gdy Karol Prozner i Jakub Prozner, wspólnie z ojcem, po raz pierwszy spojrzeli na panoramę Szczyrku z dachu dawnego Orlego Gniazda, wszystkie inne kwestie – stan techniczny obiektu, zawiłości prawne, ryzyka finansowe – zeszły na dalszy plan. Zadecydowały emocje, potencjał miejsca i siła pierwszego wrażenia. Tak rozpoczęła się historia jednej z najbardziej wymagających, a zarazem najbardziej inspirujących inwestycji hotelowych ostatnich lat. W rozmowie z braćmi Proznerami wracamy do momentu, w którym wszystko się zaczęło. Opowiadają o tym, jak zrodziła się decyzja o rewitalizacji kultowego obiektu, co przesądziło o ich zaangażowaniu i jak bardzo ta inwestycja wpłynęła nie tylko na ich zawodową drogę, ale także na braterską relację. Jak wejść do branży hotelarskiej z rozmachem, nie tracąc pokory i autentyczności – odpowiedź poniżej.

Choć pytanie o początki „przygody z hotelarstwem” bywa traktowane z przymrużeniem oka, jednak w Waszym przypadku, jest uzasadnione. Wróćmy do chwili, w której zapadła decyzja o rewitalizacji Orlego Gniazda i nadaniu mu nowego życia jako hotel. Jak narodził się ten pomysł? Co przesądziło o tym, że powiedzieliście sobie: robimy to?

Karol: Pomysł na hotel narodził się jeszcze wcześniej – zainicjował go nasz tata. Po rewitalizacji XIX-wiecznego dworku pod Wieluniem, gdzie później zamieszkał z mamą, zaczął planować budowę niewielkiego hotelu na terenie parku. To był pierwszy impuls – myśl, która z czasem zaczęła

Jakub: Wcześniej byliśmy związani głównie z przemysłem – nasze spółki działały w branży przemysłowej i usługowej. Hotelarstwo miało być formą dywersyfikacji.

Karol: Obserwowaliśmy też, jak nasi klienci i partnerzy nocują w różnych hotelach w regionie, więc pojawiła się myśl, żeby stworzyć przestrzeń, w której moglibyśmy ich gościć u siebie.
Pomysł związany z Orlim Gniazdem pojawił się, gdy jeden z pracowników poprzedniego właściciela – człowiek z Wielunia, który znał naszego ojca i sam prowadził hotel – zadzwonił do niego i powiedział, że w Szczyrku jest duży obiekt na sprzedaż.

Jakub: Pojechaliśmy na miejsce – pamiętam, że pierwsze, co zrobiliśmy, to weszliśmy na dach. Obiekt był w fatalnym stanie, ale widok był absolutnie niesamowity. I to właśnie ten widok nas „kupił”. Położenie było jedyną wartością, jaką ten budynek wtedy miał.

Karol: A jak wiadomo – w nieruchomościach najważniejsze są trzy rzeczy: lokalizacja, lokalizacja i jeszcze raz lokalizacja. Decyzja zapadła bardzo szybko. W grudniu 2016 roku tata podpisał umowę zakupu udziałów w spółce – praktycznie bez pełnego due diligence, które przyszło dopiero później. Zdecydowały emocje.

Czy już wtedy mieliście świadomość, z jakim wyzwaniem się mierzycie?

Jakub: Wtedy nie byliśmy jeszcze mocno zaangażowani – każdy z nas prowadził swoje biznesy. To ojciec miał zająć się operacyjnie tą inwestycją. Rozpoczął współpracę z architektami, pracowaliśmy nad uzyskaniem pozwolenia na budowę, analizowaliśmy kwestie prawne. Niestety, w 2019 roku tata zmarł, a my musieliśmy przejąć pełną odpowiedzialność za projekt.

Karol: Wcześniej, w latach 2017–2019, przeprowadziliśmy częściową modernizację starego obiektu – zrobiliśmy kilka pokoi, nowy bar, restaurację.

Czyli momentem przełomowym była pandemia?

Jakub: Tak, pandemia niejako wymusiła decyzję – musieliśmy pójść „all in” albo zrezygnować. Obiekt był w takim stanie, że nie nadawał się już do prowadzenia w dotychczasowej formule. Części budynku trzeba było odciąć. Przez chwilę pełniliśmy funkcję obiektu kwarantannowego, ale to nie było rozwiązanie długoterminowe.

Karol: Zaczęliśmy wtedy intensywnie pracować nad nowym modelem finansowania – banki wycofały się z finansowania hoteli, więc jedynym możliwym rozwiązaniem była formuła condo połączona z naszym kapitałem.

A co ostatecznie przesądziło o tym, że postanowiliście kontynuować ten projekt?

Karol: To był projekt, w który nikt nie chciał wejść – zbyt skomplikowany prawnie i technicznie. Ale my widzieliśmy potencjał. Było w tym dużo emocji, ale też potrzeba podjęcia wyzwania. Parafrazując słowa pana Władysława Grochowskiego z Arche – „Weszliśmy tam, skąd inni uciekają”.

Jakub: Nie było wyjścia. Albo przebudujemy obiekt od podstaw, albo go zamkniemy. Prowadzenie go w dotychczasowej formule nie miało sensu. Sami mówiliśmy gościom: „nie płacisz za nocleg, płacisz za widok”. A jednocześnie czuliśmy odpowiedzialność – za miejsca pracy, za to miejsce.

To był też obiekt kultowy w latach 90. Wielu Polaków ma z nim związane wspomnienia. Spotykaliśmy się z tym wszędzie – na konferencjach, spotkaniach biznesowych. „Orle Gniazdo? Byłem tam!” – słyszeliśmy nie raz. Chcieliśmy przywrócić temu miejscu dawny blask, dać mu drugie życie.

Ale to ogromny obiekt. Jak poradziliście sobie z tak dużym przedsięwzięciem? Na jakie największe wyzwania logistyczne napotkaliście podczas transformacji starego obiektu w nowoczesny resort?

Karol: Od początku wiedzieliśmy, że musimy się otoczyć ekspertami. Podpisaliśmy umowę franczyzową z Accor na markę, współpracowaliśmy z ich zespołem projektowym. Mieliśmy inwestora… Cały wywiad publikujemy w najnowszym wydaniu Świata Hoteli maj-czerwiec 2025. Kliknij, aby się zapoznać się z pełną treścią.

Rozmawiała Karolina Stępniak

NEWSLETTER-HORECANET-ZAPISZ-SIE

© BROG B2B Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością sp.k.
Dalsze rozpowszechnianie powyższego materiału jest zabronione