Welsh black, Piemontese, Hereford, Angus i najbardziej rozpieszczona krowa na świecie – Wagyu z której pochodzi najlepsza wołowina czyli kobe to niektóre rasy bydła, z którymi miałem przyjemność „współpracować”. Pomysłów na jej przyrządzenie jest wiele. Przepisy można liczyć w tysiącach. Gotowanie, duszenie, smażenie, grillowanie, jedzenie na surowo, wędzenie – to wszystko można z nią zrobić. Ja osobiście preferuję wołowinę przyrządzaną na grillu. Nie ważne czy jest to stek z polędwicy, czy antrykot i czy jest natarty czosnkiem, skropiony oliwą, oprószony solą morską, zawsze smakuje bosko. Sekret tkwi w prostocie. Nie zapominajmy również o prawdziwych, ociekających tłuszczem, odymionych zapachem grilla burgerach, które w ostatnim czasie są bardzo popularne. Otwierające się na każdym „rogu” foodtracki serwują nam takie pyszności w przeróżnych odsłonach.
W mojej kuchni do wołowiny lubię używać alkoholi. Najczęściej sięgam po szkocką whisky, zaraz po niej czerwone, wytrawne wino. Doskonale pasują do tego typu mięsa zarówno w formie marynat, jak i sosów. Połączenie intensywnego aromatu „szkockiej” z wołowiną, dostarcza naszemu podniebieniu prawdziwą smakową petardę. Do tego jeszcze delikatny dodatek warzywny, oczywiście też „z pazurem” jakim jest koper włoski (najlepiej pieczony z płatkami parmezanu). Pamiętajmy o sezonowych, świeżych warzywach, które są dostępne na pobliskim placu czy bazarku. Nie bójmy się również eksperymentować z dodatkami. Najlepsze, sprawdzone dodatki do wołowiny to naturalne zioła – rozmaryn, tymianek czy czosnek lub grzyby – podgrzybek, maślak, borowik. W przypadku wołowiny nie ma ograniczeń, bo kto powiedział, że orzech laskowy czy czekolada albo owoce nie będą pasować? Oczywiście, że warto ich użyć. Wołowina pozwala na prawie nieograniczoną zabawę smakami – na tym właśnie polega jej fenomen.
Powoli do kuchennych łask wracają również, wydawać by się mogło, zapomniane części ciała bydła. Podroby, bo o nich mowa czyli ogon, policzki, jądra czy mózg. Duszone ogony z włoską pancettą i warzywami korzeniowymi, pieczone policzki wołowe w czerwonym winie, które po 3h przyrządzania rozpływają się w ustach – coś pysznego! Obróbka tych fragmentów może nie należy do najprostszych, ale zdecydowanie warto spróbować i pokombinować z nimi w kuchni.
Zachęcam do tworzenia dań z wołowiny – regularnego poznawania jej na nowo Jeżeli nie macie zbyt dużo czasu to zapraszam do naszej restauracji, która pozwoli Wam odkryć wszystkie tajniki tego wyjątkowego mięsa.
