W rozmowie z nami, właścicielka tej nietypowej restauracji, opowiedziała o drodze do jej stworzenia, specyfice zarządzania takim miejscem oraz zdradziła czy jest zadowolona z udziału w programie telewizyjnym.
Jak to się stało, że została Pani restauratorką?
To wyniknęło z mojej wielkiej pasji do kuchni. Uwielbiam jeść i smakować potrawy. Jest to moim zdaniem jedna z największych życiowych przyjemności. Nigdy nie marzyłam jednak o tym, żeby mieć restaurację. Co prawda chodziło mi to po głowie, ale specjalnie do tego nie dążyłam. Znam wiele smaków przeróżnych kuchni świata, ponieważ w ciągu swojego życia miałam okazję mieszkać w wielu różnych miejscach na świecie. Była to np. Ameryka Południowa, Karaiby, Algieria. Mogłam poznać zupełnie inne produkty i kompozycje smakowe – inne niż te, które królują w Polsce. Mój mama pochodzi z Augustowa, więc bliskie są mi również smaki polskich Kresów, wschodnich rejonów naszego kraju. Mój tata natomiast bardzo celebrował kulturę francuską, więc ta kuchnia jest mi bardzo bliska. Za mąż wyszłam natomiast za Szwajcara. Te wszystkie, różne kulinarne doznania przenikały mnie na wskroś. Jeżeli od dzieciństwa wszystkie nasze podróże mają charakter wypraw kulinarnych, to jedzenie zawsze będzie ważną częścią naszego życia.
Moja droga z prowadzeniem biznesu w branży HoReCa, zaczęła się od butikowego hotelu Wawabed. Mając tak duży dom (700 mkw.), po tym jak moje dzieci „wyfrunęły już z gniazda”, postanowiłam stworzyć przytulny butikowy hotel typu bed and brakfest. Jeszcze kilka lat temu takiej oferty w stolicy nie było. Pomysł ten, na który wpadł mój syn, okazał się prawdziwym strzałem w dziesiątkę.
Znajdujemy się w dzielnicy, gdzie rynek gastronomiczny nie jest szczególnie dobrze reprezentowany. Żoliborz, Bielany to pustynia gastronomiczna. Goście, którzy przyjeżdżali do naszych apartamentów nie mieli wieczorami gdzie zjeść. Odsyłałam ich na Stare Miasto, a czasami nawet sama coś dla nich przygotowałam, jeśli było już późno. W pewnym momencie poczuliśmy z mężem, że nasz salon nie jest już do końca nasz, że przewijają się przez niego obcy ludzie. Wtedy postanowiliśmy całkowicie pokój ten oddać w ich ręce i stworzyć w nim restaurację. Daliśmy mu drugie życie. Tak właśnie powstał Salon Kulinarny.
Teraz restauracja nosi nazwę Abażur. Ci którzy oglądali program Mady Gessler wiedzą jak przebiegała zmiana. Skąd jednak pomysł na wzięcie w nim udziału?
Choć pomysł na otwarcie restauracji wydawał nam się doskonały zwłaszcza, że uruchomiliśmy ją w miejscu, gdzie nie było żadnych lokali, gości mieliśmy dość mało. Ludzie woleli wybrać się do centrum miasta lub na Starówkę, ponieważ tam jest zagłębie restauracji. Okazało się, że miejsce, w którym gastronomia nie istnieje, jest nienajlepszym na otwarcie lokalu, zwyczajnie – nikt nie szuka w tych rejonach dobrej restauracji. Postanowiłam więc wezwać na pomoc Panią Magdę Gessler.
Cały wywiad ukazał się w najnowszym wydaniu
NOWOŚCI GASTRONOMICZNE
ZAWSZE BEZPŁATNY DOSTĘP DO PEŁNEGO WYDANIA
– link do aktualnego numeru: WRZESIEŃ 2016
Rozmawiała Marta Kudosz
