Jeszcze cztery lata temu jak umieszczałem ogłoszenie o pracę na jednym z portali to przychodziło około 450 zgłoszeń z tego około 250 odrzucałem. Z tych osób na spotkanie zgłaszało się 100, z czego połowa nie nadawała się do pracy w gastronomii, a CV było chyba przepisane od kogoś innego. Około 25 osób mogłem zaprosić na dzień próbny. Po nim zostawało 15. Z tej wyselekcjonowanej grupy, mimo wszystko pięć osób do pracy się nie zgłosiło. Na podstawie tych 10 osób mogłem prowadzić restaurację i współpracować z nimi przez klika lat. Byłem z tej współpracy bardzo zadowolony.
W tej chwili sytuacja wygląda tak, że na ogłoszenia o pracę zamieszczone na wszystkich możliwych portalach przychodzi około 100 zgłoszeń, z czego 80 zupełnie się nie nadaje. 20 osób zapraszam na rozmowę, przychodzi 10, z czego pięć się jednak nie nadaje. I na koniec z tych wybranych osób do pracy nie zgłaszają się trzy, cztery albo pięć osób…
Nie szukam personelu z doświadczeniem zawodowym czy z wykształceniem gastronomicznym. Oczywiście chciałbym mieć takich pracowników, ale to mało realne. Najbardziej zależy mi na osobach z odpowiednią osobowością – kontaktowych i uśmiechniętych, których potem można wszystkiego nauczyć.
Gdy w jednej z restauracji w Nowym Jorku byłem przygotowywany do pracy na stanowisku menadżera, zobaczyłem jakie adnotacje na aplikacjach osób, które przychodzą na rozmowy o pracę, robi starszy menadżer. Było tam napisane np. miły, sympatyczny czy przystojny. Wtedy było to dla mnie dziwne, dziś – jak najbardziej zrozumiałe.
Niestety trzeba powiedzieć jasno, że bardzo dużo dobrych pracowników wyjechało za granice. Pracują m.in. w Londynie. O tych dobrych, którzy zostali, jest bardzo trudno. W gastronomi coraz częściej mówi się, że jeśli chcesz mieć dobry personel musisz go „ukraść” z innej restauracji. Ja tego nie robię, ale jest tak ciężko, że niektórzy restauratorzy decydują się nawet na takie posunięcia. Bardzo szanuje moich pracowników i mam to szczęście, że ze mną zostają na długo. W ciągu ostatnich siedmiu lat były tylko dwa rozstania – jedna osoba odeszła na urlop macierzyński, a drugą nasi goście zatrudnili w kancelarii prawnej. Ucieszyło mnie to, ponieważ to ogromny awans.
O pracowników jest trudno, ale bardzo często jest też tak, że pracodawcy są nieuczciwi i nie szanują swojej załogi. Taka postawa bardzo pokutuje. Pracownicy, którzy nie otrzymują wynagrodzenia za swoją pracę będą przenosić swoje rozgoryczenie na gości. To oczywiste. Restauracja nie odniesie sukcesu bez dobrej obsługi.
Wywiad z Panem Andrzejem Rudnickim-Sipayłło ukazał się w:
NOWOŚCI GASTRONOMICZNE
ZAWSZE BEZPŁATNY DOSTĘP DO PEŁNEGO WYDANIA
– link do aktualnego numeru: LUTY 2017
