Nie znają możliwości bądź też z takich możliwości nie chcą skorzystać, przez co w efekcie nie zabezpieczają tyłów, powodując poważne tąpnięcie, jak w każdej potyczce. Niedawno po raz kolejny doświadczyłem jak jeden z przedsiębiorców, prowadząc wcale niemały biznes restauracyjny i inwestując spore pieniądze odkrył się na jednym z frontów.
Historia zaczyna się od kontaktu, jaki nawiązał ze mną jeden z klientów. Skierował zapytanie o wycenę umowy najmu. Poprosiłem, aby najpierw przesłał mi jej skan, abym mógł ocenić jak jest obszerna (wówczas było to kilkadziesiąt stron), na jaką opiewa wartość i jaki jest poziom jej skomplikowania bądź czyhających zagrożeń. Okazało się, że kontrakt był poważny. Umowa najmu zawierana była na czas określony – 4 lata, miesięczny czynsz w kwocie kilkunastu tysięcy złotych, zabezpieczenie w postaci weksla in blanco i srogie poddanie się egzekucji z aktu notarialnego. Krótko pisząc: klient był w sytuacji, którą służby bezpieczeństwa oceniłyby jako imprezę podwyższonego ryzyka.
SUPPLIER OF THE YEAR 2017
PRESTIŻ • ZAUFANIE ODBIORCÓW • SUKCES SPRZEDAŻOWY
– kliknij po szczegóły –
Wyceniłem analizę umowy na niewielki procent miesięcznego czynszu, po czym usłyszałem, że właściwie to moje uwagi i tak mogą nie zostać zaakceptowane, wobec czego klient wolał się wówczas wstrzymać ze zbędnym w jego ocenie wydatkowaniem środków. Rzekoma para w gwizdek. Uwadze umknął jedynie fakt, że te uwagi mają być dla klienta i mają posłużyć za podstawę podjęcia dobrej decyzji biznesowej oraz ochronę wypracowanego już majątku. Kontynuując żargon wojskowy – wspomniane zabezpieczenie tyłów.
Co się bowiem okazało? Klient odezwał się po 13 miesiącach, gdy odebrał pismo od komornika o wszczęciu egzekucji z nieruchomości – mieszkania, którego był właścicielem. Biznes nie udał się tak, jak zakładał biznes plan, wobec czego nastąpiły pewne zatory w płatnościach. Pytał wówczas z oburzeniem: a sąd? Przedstawianie argumentów? Prolongata płatności? Dlaczego komornik liczy sobie taką kwotę?
Gdyby zechciał skorzystać z profesjonalnej usługi, dowiedziałby się chociażby tego, że w przypadku egzekucji z aktu notarialnego ewentualne przedstawianie argumentów w sądzie występuje dopiero na etapie egzekucji, zaś same opłaty egzekucyjne są horrendalne. A był to jedynie wierzchołek góry lodowej będącej wiedzą na temat umowy, która oddana została do podpisu.
Być może po przeprowadzeniu negocjacji udałoby się uniknąć weksla in blanco, czy aktu notarialnego. Bądź też klient dowiedziałby się, że przed podpisaniem umowy należy lepiej zabezpieczyć swój majątek. Na skuteczną pomoc, eliminującą w całości zaistniałą sytuację, było już za późno. Nawet jeśli istniały pewne racje po stronie klienta to cena analizy umowy była nieporównywalna do ceny usługi prawnej mającej na celu powstrzymanie egzekucji i obniżenie kosztów.
Prowadzenie działalności gospodarczej opiera się na zaufaniu do kontrahentów, ale przecież podstawą zaufania jest kontrola, jak mawiał pewien wschodni polityk. Kontrolą jest nie tylko sprawdzenie kontrahenta, ale także analiza umowy i przede wszystkim kontrola sytuacji, czyli taki pas bezpieczeństwa, który spowoduje, że w momencie pobrzękiwania szabelką przez kontrahenta, można być spokojnym o swój los. Kontrola to też trzymanie pewnych kart w ręku i przewidywalność. Na tym przecież polega gra w pokera – wiedząc, jakimi dysponuję kartami i przewidując, jakie karty ma przeciwnik mogę podejmować decyzję.
Często myślę sobie, że takie przedstawianie sytuacji może zostać odebrane jako pośrednia reklama usługi, podświadome wpływanie na konieczność skorzystania z niej. A de facto jest tylko i wyłącznie powtórzeniem lekarskiej mantry, że zawsze lepiej zapobiegać, niż leczyć. I poprzez publicystykę, i wykonywanie zawodu zaufania publicznego, także za aprobatą wspomnianego klienta, pragnę tę mantrę na każdym kroku powtarzać. Pamiętajcie o tym.
Autorem tekstu jest Piotr Jankowski, radca prawny, prowadzący blog prawniczy
dla branży gastronomicznej Prawowgastronomii.pl
