Już 9 listopada przy ulicy Paprocańskiej 86 w Tychach nastąpi otwarcie nowego lokalu – Mirabelle Bistro & Cafe. Pod tym samym adresem, od kilku lat prężnie dział sala eventowa, w której organizowane są bankiety, bale oraz rodzinne uroczystości. Już niebawem będzie tu można także skosztować śląskiej i włoskiej kuchni, napić się kawy i posłuchać muzyki na żywo. Lokal został zaaranżowany w stylu New Hampton. O tym dlaczego piaszczysta riwiera Stanów stała się inspiracją do stworzenia nowej przestrzeni Mirabelle opowiada Malwina Wilczek – projektantka, artystka, specjalista od aranżacji wnętrz, która postawiła podjąć się zadania stworzenia designu tego unikatowego miejsca.

Czym dla Pani jest New Hampton?
Styl hampton i styl nowojorski to przede wszystkim klasyka, ponadczasowość i przytulność. To wnętrza, które nie cechują się tymczasową modą. Choć są mocno udekorowane sztukaterią, tapetami i dodatkami dają poczucie lekkości i spokoju. Styl ten to również mieszanka tekstur, wzorów, różnorodnych tekstyliów oraz barw. W którą stronę się nie zerknie jest na czym „zawiesić oko”.

Dlaczego wybrała Pani styl hampton dla wnętrza Mirabelle Bistro & Cafe?
Budynek nie jest nowym budynkiem. Dotychczas, właściciele prowadzili w nim dom przyjęć okolicznościowych, który utrzymany był w stylu nowojorskim. Wraz z inwestorami musieliśmy znaleźć rozwiązanie by jak najlepiej wpasować się w już istniejące wnętrze z czymś nowym, świeżym, oryginalnym. Zarówno bryła budynku jak i okna wskazują bardziej na coś eleganckiego niż nowoczesnego. Wnętrze, które składa się z dwóch sal oraz hallu wejściowego było remontowane tylko w połowie. Nie chcieliśmy stworzyć pod jednym dachem dwóch różnych, niepasujących do siebie bajek. Styl hampton idealnie się tu wpasował. Pozostanie w klimacie budynku pozwoliło nam również wykorzystać część już istniejących elementów wystroju wnętrza Mirabelle. Restauracja położona jest w dzielnicy Paprocany, gdzie znajduje się malownicze jezioro. Ściąga ono przez cały rok odwiedzających z całego regionu. Odległość do restauracji z przyjemnego parku to zaledwie kilka minut. Idealnie wpasowaliśmy się może nie w nadmorski, ale klimat restauracji nad jeziorem.

Czy łatwo było wykorzystać ten styl we wnętrzu Mirabelle Bistro & Cafe?
Jak już wcześniej wspomniałam sam lokal nasuwał pewne rozwiązania. Z poprzedniego wnętrza zachowaliśmy część boazerii ściennych, jedną z zabudów meblowych oraz posadzkę. Właściciele zainwestowali w piękne dekoracje okienne, które również postanowiliśmy wykorzystać. Restaurację trzeba było przearanżować tak, by zestawić ze sobą już istniejące elementy z naszą nową wizją miejsca. Zabudowaliśmy ogromną biblioteczkę z charakterystyczną lożą w pasy, dołożyliśmy paneling ścienny, dodaliśmy obrazy oraz oczywiście wprowadziliśmy kolor – głównie intensywny granat oraz wiele odcieni jaśniejszego niebieskiego. Najtrudniejszym zadaniem było zaaranżować przestrzeń tak, by nadal mogła stanowić miejsce na mniejsze i większe przyjęcia.
Wiele z elementów musi być ruchomych, tak by łatwo było przeobrazić pomieszczenie z restauracji na salę bankietową. Zaprojektowane zostały duże donice, które na co dzień pozwolą oddzielić przestrzeń pomiędzy stolikami i dać klientom poczucie intymności. Do wnętrza zostało wprowadzone drewno w stolikach, oraz przytulne rattanowe meble by ocieplić cała przestrzeń. Czy było łatwo? Na pewno było kreatywnie.
NOWOŚCI GASTRONOMICZNE wrzesień-październik 2023
>> kliknij, aby zapoznać się z pełnym wydaniem <<
Czy jakiś element projektu był trudniejszy, bardziej wymagający od innych?
Wiele z rozwiązań musiało być dobrze przemyślanych technicznie. Wyżej wspomniane donice muszą być łatwe do przesuwania – zostały zamontowane pod nimi kółka. Muszą równocześnie być stabilne. Biblioteczka jest centralnym punktem lokalu, ale nie mogła zabrać za dużo miejsca. Z racji, że przestrzeń nie jest za duża – wszystko trzeba było dobrze rozwiązać by było przytulnie wygodnie i funkcjonalnie. Nie było baru, stanął nowy, nieduży ale dający dodatkową przestrzeń do pracy dla obsługi.

W Pani portfolio można odnaleźć wiele projektów w podobnym klimacie. Czy to styl, w którym czuje się Pani najlepiej?
Tak, zdecydowanie. Klienci, którzy do mnie trafiają to głównie osoby, które są zaznajomione z moim portfolio i chcą wnętrze właśnie w takim stylu. To styl, który czuję i uwielbiam. Uważam, że nie da się projektować dobrze w każdym nurcie. To detale tworzą efekt. Myślę, że jest to część stylu życia oraz estetyki projektanta. To tak jakby osoba szyjąca garnitury miała nagle odnaleźć się w projektowaniu ultranowoczesnej odzieży sportowej a kucharz wychowany w Japonii, serwujący dania tamtejszej kuchni miał odnaleźć się w smakach kuchni polskiej. Myślę, że każdy przypadek będzie próbował przemycić nutę swojego świata do tego drugiego. Może to być ciekawe, nieoczywiste połączenie, ale niekoniecznie zawsze udane.

Czy styl hampton jest popularny w Polsce?
Na przestrzeni ostatnich kilku lat jest go zdecydowanie więcej. W Polsce miesza się wiele stylów. Dużo projektuje się wnętrz loftowych, skandynawskich, japandi czy boho. Wiele z nich prędzej, czy później wypycha “nowy”, jeszcze modniejszy trend. Cieszę się, że nowojorskie, klasyczne wnętrza znajdują spore grono odbiorców. To co zauważam to fakt, że klienci po “modowych” przebojach często w swoich kolejnych domach wracają do klasyki, która zawsze się broni i nie starzeje w szaleńczym tempie. Niestety, nie jest on najtańszy i często nie da się użyć półśrodków do stworzenia przestrzeni idealnej.

Hampton kojarzy się z elegancją, czy możliwe jest połączenie elegancji z nowoczesnością we wnętrzu?
Oczywiście! Myślę, że Hampton jest klasyczny, ale już nieco „odchudzony”. Nie ma tu ciężkich, rzeźbionych, drewnianych mebli, kolorystyka jest lżejsza, a tkaniny nie są tak przytłaczające. Kiedyś, zwłaszcza w Polsce, domy były zalane wszystkimi rodzajami i odcieniami drewna. Hampton to również dobre materiały takie jak drewno, ale często występujące w kolorach.
Trzy charakterystyczne cechy stylu hampton według Pani?
Jeśli mówimy o hampton są to: miękkie przytulne sofy, pasy i rattan. Natomiast w stylu nowojorskim to absolutnie: wielobarwność, wzorzystość i eklektyzm.

Skąd czerpie Pani inspiracje do swoich projektów? Co lub kto zainspirował Panią do zaprojektowania wnętrza w Mirabelle?
Mirabelle stworzyliśmy z właścicielami po wielu długich rozmowach, w których wymienialiśmy się najróżniejszymi pomysłami i wizjami. Myślę, że mocno skupiliśmy się na miejscach, które mieliśmy okazję odwiedzić, a zwłaszcza na tych, w których dobrze się czuliśmy. Ola i Rafał (właściciele – red.) bardzo dużo podróżują, także mieli wiele wspomnień z takich właśnie miejsc z różnych zakątków świata. Ważne było dla nas to, by się wyróżniać spośród lokali dostępnych na lokalnym rynku. Chcieliśmy klientom dać poczucie, że na chwilę mogą wejść do innego świata i doświadczyć wnętrza, które często oglądają jedynie w gazetach. To co zawsze powtarzam, to to, że klasyka nie musi onieśmielać. Zależało nam na tym, aby stworzyć miejsce, gdzie osoby, które tu przybędą mogły zatrzymać się na chwilę, wyłączyć z pędzącego świata i spędzić czas np. z książką w ręku. By w eleganckim, ale zarówno przytulnym miejscu mogły świętować swoje sukcesy, rodzinne okazje, czy po prostu miło spędzić czas z przyjaciółmi. Myślę, że udało nam się zaprojektować przestrzeń modną, nieoczywistą, ale i przystępną dla każdego. Inspiracje podsuwaliśmy sobie wzajemnie, a później myślę, że z ciekawym efektem spięliśmy wszystkie wizje w całość.

Czy we wnętrzu Mirabelle są jakieś unikatowe elementy wystroju z ciekawą historią? Czy coś musiało być specjalnie zamawiane na potrzeby projektu?
Myślę, że wszystkie elementy były dobrze przemyślane. Biblioteczka, bar, meble ruchome, donice, okładziny ścienne były wykonywane na specjalne zamówienie. Dobieraliśmy odcień i drukowaliśmy tapetę. Wyszukiwaliśmy książki, które zachęcą do sięgnięcia po nie podczas przebywania w restauracji. Myślę, że w tym wnętrzu nie ma przypadku.
Źródło: Mirabelle

© BROG B2B Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością sp.k.
Dalsze rozpowszechnianie powyższego materiału jest zabronione

