Właścicielka wrocławskich restauracji apeluje o wsparcie

Prowadziłam trzy prosperujące bistra. Koszty miesięczne były ogromne, ale wszystko prosperowało. Przyszedł lockdown i wszystko strzeliło. Z zapasu gotówki mogłam jedynie kupić trochę produktów do sprzedaży, gdzie terminy i tak robiły swoje, bo z parotysięcznych utargów dziennie, wpływało kilkaset złotych. Staraliśmy się wesprzeć dostawami, ale znów wyszły jedynie koszta, a nie dochód – opisuje Kinga Malinowska, organizująca zbiórkę pieniędzy na pokrycie kosztów, właścicielka Jak u Babci Bistro czy kawiarni Oliwierkowo.

Inni ludzie zaczęli trącić pracę, zamykać się w domach, tym samym nie wydając pieniędzy na gastronomię. Zamknęłam wszystko z ogromnymi długami. Wytrzymałam tak dwa i pół miesiąca i musiałam zrezygnować. Sprzedałam wszystko co się dało, by choć trochę starać się spłacać kredyty. Nie mając już co sprzedać postawiłam na małą przyczepę. Niestety to nowy punkt w nowym mieście i nie zdążyliśmy na tyle go rozkręcić w dwa miesiące, aby przynosił dochód pozwalający się utrzymać w pandemii.Nie chce palić mostów. Wiem, że za każdą niezapłaconą fakturą, rachunkiem stoją ludzie. Oni też chcą się utrzymać. Psychicznie jestem zniszczona rosnąca stertą wezwań do zapłaty, windykatorami i zajętymi kontami. Starałam się zawsze pomagać innym. Brałam udziały w wielu akcjach charytatywnych.

Wiem, że kiedyś zaryzykowałam otwierając działalność i że mogłam tego nie robić, ale chciałam dobrze dla mojej rodziny. Wyprowadziłam się do małej miejscowości, aby obciąć koszta utrzymania. Nie ma co się oszukiwać, że we Wrocławiu nie są one małe. Sądziłam, że podołam i rozważałam wiele opcji. Obecnie na dzień 1 listopada 2020 r. (bo odsetki rosną): Kredyty łącznie 119 234 zł, dług ZUS 26 345 zł, zaległość wobec kontrahentów 4 970 zł, zaległość wobec najmu lokali 12 500 zł, zaległości wobec pracowników 12 850 zł.

Byłam we wrocławskim gastro. Wspierałam szpitale w czasie pandemii i nie dałam rady. Wszystko jest w opisie zrzutki. Wiem, że nie jestem jedyna w czasie pandemii, jeśli chodzi o gastronomię, ale próbuje jakoś przeżyć. Mam nadzieję, że innym uda się przetrwać ten okropny czas. Każdy dzień to walka. Ludzie w gastronomii to w większości osoby, które naprawdę to kochają. Trzymam kciuki za całą branże. Byłam jej częścią, ale poległam – opowiada Kinga Malinowska, właścicielka Malina Blues.

NOWOŚCI GASTRONOMICZNE październik-listopad 2020
>> kliknij, aby się zapoznać się z pełnym wydaniem <<

© BROG B2B Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością sp.k.
Dalsze rozpowszechnianie powyższego materiału jest zabronione.