[TYLKO U NAS] Po 20 latach funkcjonowania sopockiego Bulaja, jego właściciel i szef kuchni ogłosił zamknięcie restauracji. Na szczęście, nie na zawsze – zmieniła się tylko lokalizacja. Od maja tego roku goście mogą ponownie zjeść bestsellery Bulaja przy sopockiej plaży. Dla nas był to pretekst by podsumować z Arturem Morozem minione lata i poznać jego plany na nowy lokal.

Bulaj powstał w 2004 roku, więc marka ma imponujący staż 20 lat na polskim rynku gastronomicznym. W tym roku zdecydowałeś się opuścić dotychczasową lokalizację i przenieść Bulaja w nowe miejsce – do budynku po dawnej Zatoce Sztuki. Skąd taka decyzja?
Faktycznie, zmieniliśmy lokalizację Bulaja w 20. rocznicę jego powstania. Nie daliśmy już rady niczego więcej stworzyć w dawnym budynku, nie było możliwości rozwoju. Myślę, że i tak wyciągnęliśmy z tego miejsca 300% jego możliwości. Obecnie mamy więcej przestrzeni, co oznacza większy potencjał, dużo
lepiej wyposażoną kuchnię, a co za tym idzie – lepsze warunki dla kucharzy i obsługi. Mamy wszystkie potrzebne sekcje, a nawet cukiernię.
Nowego Bulaja udało Ci się otworzyć w imponującym tempie!
Zgadza się, umowa z miastem zakładała, że musimy się otworzyć przed 1 maja. O tym, że budynek po Zatoce Sztuki jest do wzięcia dowiedzieliśmy się w marcu. W kwietniu podpisaliśmy umowę i również w kwietniu otworzyliśmy restaurację, więc tempo było nieprawdopodobne. Przyznam, że miałem momenty zwątpienia, czy to ma sens. Natomiast, co należy podkreślić, gdyby nie ludzie, z którymi współpracowałem przez ostatnie 20 lat, to by się nie udało. Dzięki menadżerom, których przytrzymałem przez pół roku i dzięki kluczowym osobom w kuchni wszystko poszło sprawnie.
Miałeś momenty zwątpienia, ale otuchy dodawali stali goście Bulaja, którzy nie szczędzili wam ciepłych słów w komentarzach i bardzo czekali na powrót swojej ulubionej restauracji.
To było piękne! Gdy otworzyliśmy nowego Bulaja, emocje ludzi pokazały mi, że było warto. To były nieprawdopodobne sytuacje – ludzie dowiedzieli się, że jesteśmy otwarci, wsiadali w samochód z Warszawy i jechali do Bulaja. Były wzruszenia, emocje, były historie, które tworzyliśmy od 20 lat.
W Bulaju obsługiwaliśmy zaręczyny, później wesela, następnie chrzciny, komunie i nawet osiemnastki – w tej samej rodzinie! Niewiele jest restauracji tak bardzo związanych ze stałymi gośćmi. To mi pokazało, jak silna jest marka Bulaja, jak bardzo duże jest oczekiwanie na to, żeby powstała od nowa.
Nowe miejsce znajduje się bliżej sopockiego Molo, czy zauważasz większy ruch niż wcześniej?
Faktycznie, w przypadku Sopotu lokalizacja w pobliżu Molo oznacza większy trafik i tak się stało w przypadku nowego Bulaja. Poprzednie miejsce było oddalone od Molo o ponad kilometr i nieco schowane w krzakach. Przychodzili tylko ci, którzy o nas wiedzieli, natomiast tutaj jesteśmy w bardzo ruchliwym miejscu i musimy sobie z tym poradzić. Mamy na to pomysły. Już wkrótce otworzymy „sekcję okienko” – tak to się będzie nazywało – do szybkiej obsługi. Minuta na serwis, bez karty menu, tylko to, co jest gotowe, co jest fajne, ale nieoszukane. Czyli np. dorsz po nicejsku z pomidorami, oliwkami, kaparami, w bułce bao, naleśniki z twarogiem, szarpana wołowina czy wieprzowina, szybko przesmażone krewetki, guacamole wrap itp… Cały wywiad publikujemy w najnowszym wydaniu Nowości Gastronomicznych maj-czerwiec 2024. Kliknij, aby zapoznać się z pełną treścią.
Rozmawiała: Agata Godlewska

© BROG B2B Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością sp.k.
Dalsze rozpowszechnianie powyższego materiału jest zabronione.

