Jak wygląda uprawa kawy i jak wpływa na finalny aromat naparu? Marcin Potkański o pracy na plantacji kawy

Udostępnij artykuł

Uprawa kawy od kuchni. Odwiedziłem plantację w Indonezji

Pijąc kawę w ulubionej kawiarni rzadko zastanawiamy się, ile czynników spowodowało, że kawa jest naprawdę smaczna. Zazwyczaj myślimy o ziarnie kawowym i o metodzie jej parzenia. Tymczasem ludzie z branży kawowej specjalizują się w wypalaniu kawy, a dostawcy sprzętu przygotowują coraz bardziej wyspecjalizowane piece do wypalania ziaren, młynki do mielenia, urządzenia do parzenia kawy, filtry dostosowujące parametry wody tak, aby jej skład nie zakłócał smaku kawy. Dla ludzi, których kawa jest pasją, a jednocześnie zawodem, doskonalenie umiejętności baristy, roastera czy cuppingu kawy to codzienna praca. Warto jednak pamiętać o tych, bez których nasza pasja nie mogłaby się rozwijać – o farmerach kawy. Jednym z moich najciekawszych życiowych doświadczeń była praca na plantacji kawy.

Plantacja kawy – jak to się zaczęło

Leciałem 34h na plantację kawy do Indonezji, na wyspę Flores, do górskiego miasteczka Bajawa. Zastanawiałem się, po co tam właściwie  jadę. Dopiero później doceniłem, że dzięki tej podróży poznałem pracę na plantacji, pomogłem w produkcji kawy oraz miałem okazję podziękować farmerom za wszystko, czego nauczyli mnie o kawie.  

W Singapurze, w którym miałem przyjemność mieszkać, poznałem Ayrtona, Indonezyjczyka, z miasta Jakarta oraz jego żonę Kingę, która pochodzi z Polski. Małżeństwo pracuje w biznesie kawowym – od plantacji, przez eksport po wypalanie ziarna kawy. Ayrton, który prowadził sielankowe miejskie życie, porzucił wygody i uruchomił swój projekt życia, czyli niesienie pomocy lokalnej społeczności kawowej wioski Beiposo (leżącej przy wspomnianym mieście Bajawa). 

Uprawa kawy – nie taka prosta sprawa

Ale do rzeczy. Wylądowałem na plantacji i poznając lokalną społeczność oraz sam proces powstawania kawy, złapałem się za głowę.  

Praca jest tak ciężka, a przy tym tak słabo płatna, że ogromny szacunek należy się farmerom (tutaj w Indonezji, na wyspie Flores, głównie farmerkom), bez których pilibyśmy rano wodę, a nie kawę.  

Chwyciło mnie za serce. Mocno. Okazuje się, że pomoc to nie zawsze pieniądze. Oni tego wcale nie oczekują. To może być tak błahe, jak wsparcie koncepcyjne oraz fizyczne przy usprawnieniu np. konstrukcji łóżek do suszenia kawy, aby jakość kawy była jeszcze wyższa, a pracy przy tym trochę mniej. To oczywiście pozwoli im na odrobinę większy przychód oraz zyskanie czasu, który mogą spędzić z rodziną.
Możecie zapytać, dlaczego potrzebny jest ktoś z zewnątrz, aby to zrobić? Nie mogą sami pomyśleć, poszukać w internecie inspiracji i usprawnić proces np. suszenia kawy? Niestety, nie mogą.

Po pierwsze, to zupełnie inna mentalność. Nie mają w sobie tego, co większość z nas, czyli chęci samorozwoju, samodoskonalenia. Myślę, że boją się ryzykować i łatwiej im podążać utartymi ścieżkami. Żyją na granicy ubóstwa i boją się zmian w procesie przygotowania ziarna do sprzedaży. A co jak przez te „ulepszenia” kawa się zmarnuje? Nawet niewielka ilość może zachwiać ich stabilność finansową. Jeżeli w ogóle możemy o jakiejkolwiek stabilności mówić.

Na filiżankę kawy pracuje dużo ludzi

I tutaj czas na projekt Ayrtona. Dzięki temu, że Ayrton gwarantuje farmerom wyższe niż rynkowe stawki oraz wynagrodzenie z góry, ci skłonni są do zmian. Podążają za jego wytycznymi, a on jako człowiek, który ukończył studia w USA ma dużo większe pole manewru niż słabo wyedukowani farmerzy. Pierwsze efekty już widać. Ziarno z roku na rok jest coraz lepszej jakości, co pomaga w odzyskaniu dobrego imienia dla kawy indonezyjskiej, a także ściąga uwagę światowej branży kawowej na wyspę Flores. Miejmy nadzieję, że standard życia farmerek i farmerów kawy z roku na rok będzie się polepszał.

Dlatego, kiedy pijecie codzienną filiżankę kawy, czasami warto uświadomić sobie, ile trudu i ciężkiej pracy stoi za tą przyjemną chwilą spędzaną w kawiarni, w pracy czy w domu, z przyjaciółmi czy znajomymi. Pijmy więc kawę, ciesząc się jej smakiem i aromatem. Doceńmy trud i pasję, jaką wkładają ludzie w długim łańcuchu dostaw i produkcji tego niebanalnego napoju.

Moja własna palarnia kawy – jak to się stało?

Po latach spędzonych głównie za biurkiem, zapragnąłem posiadać bardziej fizyczny, rzemieślniczy zawód. Zazdrościłem krawcom, fryzjerom, no i oczywiście roasterom kawy. Postanowiłem to zmienić i postawić na kawę. Zgłębiałem wiedzę, aby być gotowym na powiększenie mojego skromnego biznesu, jakim jest kawiarnia MITTE, o palarnię kawy.

Stało się. Teraz, posiadając palarnię kawy, mogę fizycznie tworzyć produkt (kawę), który ludzie kochają, a większość nie wyobraża sobie bez niego poranków.  Więcej informacji na temat pracy na plantacji, palarni kawy oraz codziennego rytuału picia kawy znajdziesz tutaj www.brita.pl/ciekawostki/ciekawostki-produkty-profesjonalne/wywiad-pan-od-kawy

Artykuł przygotowałem przy współpracy z firmą BRITA, której filtry wykorzystuję w swojej kawiarni do przygotowywania kaw dla moich gości oraz podczas cuppingów towarzyszących każdorazowemu procesowi sprawdzania jakości wypalonej kawy. Woda przygotowana dzięki profesjonalnym rozwiązaniom filtracyjnym BRITA to doskonała baza smacznej i aromatycznej kawy. Jednocześnie zabezpiecza ona mój ekspres przed osadzaniem się kamienia.

Marcin Potkański, barista, roaster oraz właściciel kawiarni Mitte. Ambasador BRITA Professional. Swoje doświadczenie z ziarnami kawy zdobył w podróży na indonezyjską plantację, z której do Gdańska przywiózł smak i aromat doskonałej kawy z tej egzotycznej plantacji.

Tekst powstał we współpracy z BRITA.

© BROG B2B Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością sp.k.
Dalsze rozpowszechnianie powyższego materiału zabronione.

Opublikowano: 21.10.2021
Aktualizacja: 20.10.2021