Michał Sawczuk: Concierge jest jak magik

Concierge musi mieć w sobie coś z dyplomaty, być dyskretny, umieć dotrzymać tajemnicy. Być czujny. Mogę powiedzieć, że Concierge jest jak magik. Dostaje jakieś życzenie i musi tak zaczarować rzeczywistość, aby je spełnić – mówi w ekskluzywnym wywiadzie z naszą redakcją Michał Sawczuk, Concierge Hotelu Bristol, A Luxury Collection Hotel Warsaw.
fot. Karolina Jóźwiak, www.fotogenetycznie.pl
Czy pamięta Pan moment, w którym pomyślał Pan o pracy w Bristolu?

Wszystko zaczęło się od spaceru po Krakowskim Przedmieściu. Przechodząc obok budynku Hotelu Bristol zobaczyłem bardzo długą kolejkę, ciągnącą się przez całą ulicę Ossolińskich. Zapy­tałem jednej z osób w niej stojącej, do czego ta kolejka. Dowie­działem się, że właśnie trwa nabór pracowników do hotelu, który wkrótce ma zostać ponownie otwarty. Choć wcześniej nie przy­puszczałem, że będę pracować w hotelarstwie, pomyślałem, że może warto złożyć swoją aplikację. Zanosiłem więc CV do biura tymczasowego, które znajdowało się na tyłach obecnego budyn­ku Ministerstwa Kultury. Tak naprawdę nie wiedziałem, na jakie stanowisko aplikować, a więc napisałem, że chciałbym być asy­stentem dyrektora. Podczas pierwszej rozmowy, dowiedziałem się, że nie ma takiej funkcji, ale zaproponowano mi pracę na stanowisku Concierge. Pani, która przeprowadzała rozmowę, za­pytała czy wiem, na czym polega ta praca. Ja akurat wiedziałem, ponieważ będąc na praktykach studenckich w Kanadzie czasem zatrzymywałem się w hotelach wyższej klasy, gdzie był Concier­ge. Wiedziałem więc mniej więcej czym się zajmuje taka osoba. Pomyślałem: „Czemu nie!”. Po kolejnych kliku rozmowach otrzy­małem informację, że zostałem przyjęty. Później dowiedziałem się, że swoje dokumenty do pracy w Bristolu złożyło ponad 6 tys. osób. Spośród nich 2,5 tys. zostało zaproszonych na rozmowę. Ostatecznie zatrudniono 352 osoby. W tym mnie.

Ciekawe jest w tym wszystkim to, że zawsze bardzo intere­sował mnie budynek Hotelu Bristol. Jako student UW często przechodziłem obok. Zawsze myślałem o tym miejscu, jak wy­glądał wcześniej, co się tu działo. Dużo też czytałem.

Aż Pan tu trafił i został na blisko 30 lat. Jak wspomina Pan pierwszy dzień pracy?

Do pracy zostaliśmy przyjęci 6 listopada 1992 roku, jednak przez miesiąc mieliśmy szkolenia z obsługi gości i systemów kompu­terowych. Dopiero 5 grudnia rozpoczęliśmy już właściwą pracę. Pamiętam, że pierwszego dnia byłem nieco spanikowany, nie­pewny czy wszystko będzie działało, czy będę potrafić rozma­wiać z gośćmi. Poza tym, mimo że hotel był otwarty, to pewne działy nie były jeszcze uruchomione. Np. spa czy basen. W lobby nie było wszystkich mebli. To powodowało, że goście przycho­dzili i pytali czy to na pewno jest Bristol, czy jest otwarty. Musie­liśmy zapewniać, że hotel działa i zapraszaliśmy do nas. Wtedy wszyscy gości byli przeze mnie odprowadzani do pokoi.

Pierwszym zadaniem było sprawdzenie lotów dla gości. Dziś to jest bardzo proste. Jednak wówczas, trzeba było po pierwsze dokładnie zapisać życzenia gości, dodzwonić się do LOT-u i pod­czas rozmowy telefonicznej dopytać o loty, ceny, godziny i zare­zerwować odpowiedni.

Później bardzo szybko musiałem zacząć orientować się w tym, co dzieje się w mieście. Poznać miejscowe restauracje, teatry, galerie. Cały czas musimy być na bieżąco z tym, co jest grane na warszawskich deskach, w kinach, jakie wystawy warto odwiedzić, na jakie koncerty się wybrać, gdzie zjeść. Oczywiście posiadamy różnego rodzaju foldery o Warszawie i mapki, jednak goście oczekują od nas własnych rekomendacji.

Jakie było najbardziej zaskakujące życzenie, z którym się Pan spotkał?

Pamiętam taką sytuację, że otrzymaliśmy kiedyś zapytanie, czy podczas pobytu istnieje możliwość zorganizowania kąpieli w szampanie. Nie byłem pewien czy to żart, czy rzeczywiście ktoś ma takie życzenie. Zorientowałem się, jaka jest pojemność wanny. Wyliczyłem, że to ok. 100 l i że trzeba użyć ok. 150 bute­lek. Biorąc pod uwagę cenę szampana, nawet niezbyt drogiego, to wyszłoby dobre kilkadziesiąt tysięcy. Odpisałem, że z przy­jemnością zorganizujemy taką kąpiel i proponujemy konkretny szampan, podałem jego cenę. Otrzymaliśmy mail zwrotny, że gość chciał tylko sprawdzić, jaka będzie nasza reakcja i czy my, jako Bristol jesteśmy w stanie spełnić takie życzenie.

Nasza praca polega na tym, aby zrealizować każdą prośbę go­ścia. Oczywiście nie podejmujemy się wykonania takich, które przekraczają granice moralne bądź prawne.

Proszę powiedzieć o tych osobach, które najbardziej wpisały się w Pana pamięć…

Na pewno zapamiętałem pewnego zamożnego rosyjskiego biznesmena, który był naszym gościem kilka lat temu. Przyle­ciał do Warszawy prywatnym samolotem, a ja miałem przywi­tać go i odebrać z lotniska. Gdy jechaliśmy już w stronę hotelu, zacząłem opowiadać o naszej stolicy. Jednak on mi przerwał i powiedział, że bardzo dobrze zna Warszawę, gdyż w latach 90. mieszkał tu i handlował na Bazarze Różyckiego. Zapytał mnie wówczas, czy można tam jeszcze zjeść pyzy oraz flaki, jak kiedyś, bo chciałby się tam wybrać i przypomnieć sobie ten smak. Bardzo mnie to wtedy zaskoczyło. Właściciel jednego z rosyjskich banków przylatuje prywatnym samolotem i nie pyta mnie o luksusowe restauracje w mieście, tylko o pyzy na Pradze (śmiech).

Mamy wielu stałych gości, którzy dobrze nas znają i na temat których my wiemy bardzo dużo. Gdy są w Bristolu spełniamy ich oczekiwania jeszcze zanim je wyrażą. Wiem np. jaką kawę lubi pewien pan profesor. Za każdym razem się dziwi i jest mu miło, gdy pytam: Jak zawsze cappuccino na bazie podwójnego espresso?

Jakie wydarzenia wymagają od Pana największego zaangażowania?

Na pewno wiele pracy wkładamy w wizyty dużych grup VIP, zespołów muzycznych czy sportowych. To wymaga od nas…

Rozmawiała Karolina Stępniak

CAŁY WYWIAD PUBLIKUJEMY W
ŚWIAT HOTELI – WRZESIEŃ-PAŹDZIERNIK 2021
>> kliknij, aby się zapoznać się z pełnym wydaniem <<

© BROG B2B Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością sp.k.
Dalsze rozpowszechnianie powyższego materiału zabronione.