Sławomir Oleksiak, Concierge: W pełni identyfikuję się z Hotelem Bristol. To jest mój drugi dom

Udostępnij artykuł
Jednakowo traktuję każde wyzwanie. Zawsze, gdy uda mi się kogoś zadowolić, czuję się spełniony – zawodowo, jako człowiek i jako profesjonalista – mówi w ekskluzywnym wywiadzie z naszą redakcją Sławomir Oleksiak, Concierge Hotelu Bristol, A Luxury Collection Hotel Warsaw.
fot. Karolina Jóźwiak, www.fotogenetycznie.pl
Czy pamięta Pan swoją rozmowę kwalifikacyjną? Jak wspomina Pan pierwszy dzień pracy?

Nigdy nie byłem związany z branżą hotelarską i nie miałem w tym kierunku, ani wykształcenia ani doświadczenia. Po powro­cie z trzyletniego pobytu w Szwecji, szukałem swojego miejsca na ziemi. Gdy dowiedziałem się, że prowadzona jest rekrutacja do nowo otwieranego Hotelu Bristol, skierowałem swoje kroki do tymczasowego biura, które znajdowało się nieopodal obiek­tu. Tam urzędowała ówczesna dyrektor do spraw HR. Zapropo­nowała mi rozmowę kwalifikacyjną. Po niej byłem przekonany, że nie mam szans, aby się dostać. Dlatego też spokojnie, dalej poszukiwałem innej pracy. Niespodziewanie zadzwonił telefon z zaproszeniem na kolejne spotkanie. Wtedy już z kierowniczką recepcji i do tego też działu trafiłem. Pamiętam moment, gdy po raz pierwszy przekroczyłem próg hotelu. To było zderzenie ko­lorystyki szarych marmurów, włoskich – najlepszych na świecie, jak nas uczono – z przepięknymi wagnerowskimi dekoracjami w pastelowych kolorach. To było moje pierwsze zauroczenie wnętrzem.

Następnie podczas zwiedzania hotelu miałem okazję poznać ówczesnego szefa kuchni, Kurta Schellera. Dziś dobrze znana postać, wtedy wzbudzała zainteresowanie swoją aparycją, sumiastymi wąsami, wysoką kucharską czapą, bluzą szefa z wyhaftowanym nazwiskiem i logo Hotelu Bristol oraz patkami z flagami Szwajcarii. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie także podróż naszą, słynną kryształową windą, która w połączeniu z nowoczesną technologią była niesamowita. Jadąc nią można było z obserwować wnętrza. Była to podróż królewską karocą.

Następnie zapewne rozpoczęła się obsługa i pierwsze kontakty z gośćmi. Czy kogoś szczególnie Pan wspomina?

Myślę, że w tym miejscu powinienem oddać hołd Charliemu Wattsowi, perkusiście The Rolling Stones, który niedawno zmarł. Był gościem naszego hotelu dwa razy. W czasie pierwszego tourne zapamiętałem go z krótkiej rozmowy, gdy poprosił o szklankę gorącego mleka. Bardzo kontrastowało to z osobą Micka Jaggera, który w otoczeniu pięknych dziennikarek, najczęściej w barze, brylował opowiadając różnego rodzaju historie. Charlie Watts zawsze stał z boku. Zawsze wyciszony, spokojny. Podczas jego drugiej wizyty w Bristolu zrobił na mnie ogromne wrażenie. Zatrzymał się u nas prywatnie, z żoną w drodze do Janowa Podlaskiego na aukcję koni. Gdy dotarł do hotelu trafił akurat na czas, w którym mieliśmy mnóstwo check-outów. Wtedy przez nikogo nierozpoznany, stanął na końcu kolejki i z cierpliwością czekał na swoją porę. Gdy go zobaczyłem, wybiegłem, aby przywitać tego wybitnego perkusistę. Tak ujęło go i rozbawiło to moje powitanie, a także wspomnienie szklanki mleka z pierwszej wizyty, że później wrócił do mnie i podziękował. Było to dla mnie duże przeżycie. Ja chłopak z robotniczego Bródna miałem zaszczyt spotkać tak wielkiego muzyka, słynnego Stonesa, który pofatygował się osobiście, aby podziękować, że rozpoznałem go i zabawiłem historią.

Z ogromnym wzruszeniem i radością wspominam również osobę pewnej pani, która po wielu latach wróciła do Polski. Jej dziadek wyemigrował w 1904 roku do Ameryki, z małej podłódzkiej wioski. Ostatni raz widział swoją rodzinę w 1928 roku. Pani Leslie zauważając, że interesują mnie jej opowieści, powierzyła mi cel swojej podroży. Chciała bowiem wrócić do rodzinnej miejscowości dziadka i odkryć swoje korzenie. Posiadała tylko akt urodzenia i listy z rodziną z 1995 roku. Jako, że uwielbiam tego rodzaju śledztwa i zagadki, dotarłem do tego miejsca. Udało mi się zdobyć kontakt do członków rodziny Pani Leslie. Gdy do nich zadzwoniłem, wyczuwałem ogromne poruszenie. Zorganizowałem jej transfer i przejazd do tej miejscowości. Kiedy do nas wróciła, rzuciła mi się na szyję. Później otrzymałem list, w którym dziękowała mi za ten wkład. Napisała w nim, coś co dobrze zapamiętałem: „Różnicę między hotelami dobrymi a doskonałymi stanowią ludzie, którzy są w nich zatrudnieni”.

Na swojej drodze spotyka Pan niezwykłych ludzi, którzy często mają nietypowe życzenia. Jakie były najbardziej zaskakujące?

W szerokiej gamie obowiązków Concierge, począwszy od tych najprostszych, jak robienie rezerwacji, zdobywanie biletów, promocja miasta, bycie ambasadorem hotelu i marki, czy odnajdywanie rzeczy zgubionych, są także wyjątkowe realizacje. Jedną z takich, w których miałem okazję uczestniczyć, było zorganizowanie walentynkowego bukietu w magicznej liczbie 777 długich, pięknych, czerwonych róż. Było to wyzwanie logistyczne, gdyż trzech kamerdynerów musiało wnosić tę kompozycję po schodach. Do windy się bowiem nie zmieściła.

Pamiętam też jak jedna z par, która wybierała się na ślub znajomych, zleciła mi załatwienie butelki koniaku Rémy Martin Ludwik XIII w cenie bagatela 12 tys. zł. Oczywiście następnego dnia życzenie zostało spełnione, choć musiałem wykonać kilka telefonów.

Dobry Concierge charakteryzuje się tym, że ma zdolność wyszukiwania kontaktów. Mamy bardzo szeroką listę naszych partnerów. Książkę telefoniczną, którą tworzyliśmy wraz z moimi kolegami, przez ostatnie 29 lat. Oczywiście dzielimy się naszymi kontaktami, bo jak brzmi dewiza naszego Stowarzyszenia Les Clefs d’Or – „Od przyjaźni do doskonałości”.

Czy była to sytuacja, która sprawiła Panu najwięcej satysfakcji, czy były jeszcze jakieś inne, równie wyjątkowe?

Jednakowo traktuję każde wyzwanie. Zawsze, gdy uda mi się kogoś zadowolić, czuję się spełniony – zawodowo, jako człowiek i jako profesjonalista. Jestem dumny zarówno wtedy, gdy oprowadzam po hotelu dwie ważne osobistości, z których jedna, jak się okazuje, była w przeszłości zaangażowana w kampanię wyborczą Ronalda Reagana i wtedy gdy oprowadzam wycieczki z domu dziecka w Strobowie, którym jako hotel się opiekujemy. Jest mi przyjemnie, gdy opowiadam dzieciakom o hotelu, czy np. o swoim spotkaniu z Cristiano Ronaldo. Wtedy czuję się prawdziwym ambasadorem obiektu i wychowawcą nowych pokoleń. Wiem, że każdy z tych młodych ludzi może kiedyś zostać hotelarzem, naszym kolegą po fachu.

A może przytoczy Pan jakąś ulubioną historię, którą opowiada gościom?

Jedną z moich ulubionych postaci związanych z hotelem jest Jan Kiepura. Gdy w 1958 roku, będąc u szczytu sławy, przyjechał do Polski, tysiące Warszawiaków wyległo na ulicę, aby przywitać chłopaka z Sosnowca. Wtedy ktoś w tłumie krzyknął: Jasiu śpiewaj! Kiepura stanął na dachu taksówki i zaśpiewał. Oczywiście nie wystarczyło to zgromadzonym i znów ktoś powtórzył: Jasiu śpiewaj! Wtedy Kiepura wszedł na narożny balkon hotelu i dla ukochanych widzów oraz słuchaczy wykonał słynną arię „Brunetki, blondynki”. Do dziś pielęgnujemy te piękne chwile, organizując regularnie koncerty balkonowe, a nawet świąteczny mapping i występy chóru, z myślą o mieszkańcach Warszawy.

Kim jest dobry Concierge?

Jest doskonałym organizatorem. Świetnym słuchaczem. Musi wykazywać się empatią, być godnym zaufania, dyskretnym…

Rozmawiała Karolina Stępniak

CAŁY WYWIAD PUBLIKUJEMY W
ŚWIAT HOTELI – WRZESIEŃ-PAŹDZIERNIK 2021
>> kliknij, aby się zapoznać się z pełnym wydaniem <<

© BROG B2B Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością sp.k.
Dalsze rozpowszechnianie powyższego materiału zabronione.