Jakub Wrobiński, Hotel Remes: Piłka łączy mnie

[TYLKO U NAS] Jakub Wrobiński to nietuzinkowa postać polskiej branży hotelowej i gospodarz jakich mało. Podobnie, jak niesztampowy jest sam Hotel Remes, którym zarządza już od 10 lat. Jest wyjątkowym szczęściarzem, który w najczystszej postaci łączy na co dzień pracę z pasją i realizuje się w tym bez reszty. Jak sam mówi, dla swoich pracowników jest, jak trener Aleks Ferguson dla Manchester United. Tyle tylko, że on ma w swoim zespole 50 osób… W rozmowie z nami opowiedział o przyjmowaniu grup, którymi są profesjonalni sportowcy, sukcesach, trudnościach, relacjach ze współpracownikami oraz właścicielami. Wskazał także dlaczego w życiu warto mieć cel, zasady i mimo wielu tytułów, być po prostu człowiekiem.
Fot.: Karolina Jóźwiak, www.fotogenetycznie.pl
Kilkanaście dni temu Hotel Remes gościł reprezentację Polski, która przygotowywała się do Euro 2020. Nie sposób nie zacząć rozmowy od pytania: no i jak?

Przyjęcie piłkarzy naszej kadry było kolejnym wyzwaniem. Każ­dy z naszych pracowników zaangażował się, aby pomóc im tre­nować w skupieniu. Dał przestrzeń na odpoczynek i relaks. Tak, aby na boiska wyszli w pełni sił. Wiadomo, że kibicowaliśmy, aby na mistrzostwach udało im się osiągnąć, jak najwięcej. Nieste­ty wiemy, że ostatecznie realia okazały się zupełnie inne. Gdzie była przyczyna? Nie mnie to oceniać. My jako hotel Remes zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby piłkarze czuli się u nas dobrze. Było nam niezmiernie miło, jak Wojciech Szczęsny na konfe­rencji prasowej powiedział, że to był jeden z najlepszych obo­zów w jego karierze. Czuliśmy, że na taką opinię miała wpływ także dobra atmosfera w naszym obiekcie, a także ciężka praca wszystkich naszych pracowników.

Z tego co obserwuję na co dzień przebywają u Was różne zespoły, także ze świata. To chyba także duży sukces?

Jak najbardziej. Cały czas, co roku, w okresie wakacyjnym mamy po 10-15 drużyn, przygotowujących się u nas do sezonu. Za tym idzie renoma i opinia, że jesteśmy odpowiednim obiektem do obsługi takich gości. Naszym motorem napędowym jest sport i na bazie tego założenia budujemy swoją strategię oraz ofertę. W tym kierunku będziemy też dalej się rozwijać.

A powiedz mi, kim w ogóle jest Jakub Wrobiński: menadżerem piłkarskim, szefem bazy treningowej, dyrektorem hotelu, czy może przede wszystkim hotelarzem?

Powiem, tak. Można mieć wiele, różnych tytułów, ale trzeba być przede wszystkim człowiekiem. Wychodzę z założenia, że dyrektorem się bywa, kierownikiem się bywa, ale człowiekiem się pozostaje. Staram się tego trzymać i zawsze to powtarzać. Moim piłkarzom, pracownikom i dzieciom. Najważniejsze jest być sobą i traktować wszystkich równo, z szacunkiem.

Nie jestem typowo korporacyjnym dyrektorem. Nie jestem dyrektorem od Excela, raportowania czy tabelek. W biurze, na papierze można napisać wszystko – założenia, plany, budże­ty. Dla mnie to fikcja. Realna rzeczywistość i zarządzanie są w obiekcie. Prawdziwa atmosfera, przyjaźnie i budowa więzi z gościem. Ułożenie sobie relacji z pracownikami zbudowanych na zaufaniu. Można powiedzieć, że jestem dla nich trenerem takim Aleksem Fergusonem, który był w Manchesterze United. Tylko, że ja mam 50 osób w zespole (śmiech).

Ostatnie nasze spotkanie w Hotelu Remes miało miejsce pięć lat temu. Pamiętam, jak wówczas mówiłeś, że analizujecie z właścicielem decyzję odnośnie kierunku rozwoju. Ty byłeś za tym, aby iść w stronę sportu i z tego co obserwuję Twoja wizja została przeforsowana. Jakie kwestie należy przede wszystkim brać pod uwagę kreując taką koncepcję?

W dogłębnej analizie tego konceptu i podjęciu decyzji, na pew­no pomogły moje doświadczenia zebrane za granicą, gdzie mieszkałem 16 lat – osiem w Stanach Zjednoczonych i osiem w Anglii. Na Wyspach przez 1,5 roku pracowałem m.in. u Gordo­na Ramsaya w londyńskiej restauracji, później w luksusowych hotelach i pałacach. Mam wiedzę i doświadczenie w różnego rodzaju konceptach oraz w przyjmowaniu różnych grup gości.

Od początku wiedziałem, że sport to będzie furtka na przy­szłość. Gdy 10 lat temu przyszedłem do hotelu zastałem obiekt już nastawiony na sport, jednak później rzeczywiście były roz­terki, w którym kierunku to rozwijać. Mieliśmy wesela, które nieco kolidowały nam z przyjmowaniem piłkarzy. Na pewno za­stanawialiśmy się też, czy decydując się głównie na organizację obozów sportowych, damy radę się utrzymać. Jeszcze kilka lat temu, Polska raczej nie była atrakcyjnym rynkiem dla klubów.

Ale dzięki Tobie chyba to się nieco zmieniło?

Na pewno przez dłuższy czas nasz kraj traktowany był jako, taki drugi świat. Dlatego nasze początki były bardzo trudne. Ciężko było przekonać drużyny do przyjazdu na obóz przygotowaw­czy do Polski. Na słowo „Poland” wszyscy się krzywili. A słysząc Opalenica, miasto z 9 tys. mieszkańców, dziwili się, co tu można robić. Jednak na przestrzeni lat, przy olbrzymiej pracy prezeso­wej i prezesa, który notabene także związany jest z piłką, całe­go zespołu i mojej, udało nam się to „odczarować”. W ubiegłym roku gościliśmy AS Monako. Piłkarzy pochodzących z księstwa, w którym – jak to mówię – pieniądz wylewa się na ulicę. Gwiaz­dy i międzynarodowej klasy trenera, który w przeszłości zwią­zany był m.in. z Bayernem Monachium. Nagle przyjeżdżają do nas, do Opalenicy. To był nasz ogromny sukces i satysfakcja, że udało nam się ich ściągnąć.

Później mieliśmy Olympique Lyon, dziewczyny, które regularnie zdobywają Ligę Mistrzów. Mógł­bym wymieniać Ci jeszcze kilka topowych zespołów jak Fulham Londyn, Broenby Kopenhaga, VFL Wolfsburg. Po tych wizytach zaczęło być o nas głośno.

Można powiedzieć, że udało się to osiągnąć dzięki ciężkiej pracy i konsekwencji w założeniach…

Tak. Determinacja spowodowała, że cel, który mieliśmy był pod­stawą naszego działania. Na pewno mi było łatwiej, ze wzglę­du na to, że piłka od zawsze była mi bliska. Sam kiedyś grałem. Nie powiodło mi się w tym zawodzie, ale chciałem osiągnąć coś, co będzie związane z tą dyscypliną, a będzie kojarzone ze mną. Mogę przyznać, że doszedłem do takiego momentu, że wszyst­kie zespoły z ekstraklasy mnie znają. Wiedzą, że jest Kuba Remes, który zarządza miejscem w profesjonalny sposób, przygotowa­nym na przyjmowanie najbardziej wymagających drużyn. No i tu muszę wspomnieć ponownie o mojej załodze, bez której nie mógłbym nic zrobić. Prezes z prezesową stworzyli świetne miej­sce. Doszedłem ja, nasz staff i tak te puzzle się poskładały.

Muszę przyznać, że gdy zdecydowałem się na przyjście do Remesa, niektórzy mówili, że to błąd, pukali się w głowę. Przede mną bowiem, w ciągu roku było trzech dyrektorów. Jednak wiesz, jak to jest. Dopóki nie wejdzie się na głęboką wodę, nie wie się, czy rzeczywiście jest za głęboko. Zdecydowałem się i współpracuję już z właścicielami 10 lat.

Naprawdę, muszę to podkreślić raz jeszcze. Stworzenie tej koncepcji, kontynuowanie, dobranie każdego pracownika pod tym właśnie kątem, było i jest ogromnym wyzwaniem. Gdy spacerowaliśmy dziś po obiekcie, spotkaliśmy Pana odpowie­dzialnego za przygotowanie boisk. Bardzo jemu i jego zespołowi dziękuję, bo bez nich nie odnieślibyśmy tego sukcesu. To oni wykonują prace związane z dbaniem o boiska, które są istotą w piłce nożnej. Dla każdej drużyny przyjeżdżającej do nas naj­ważniejszy jest ich stan. Do tego dochodzi odpowiednie i smacz­ne wyżywienie, możliwość odbywania sparingów, no i komfort pokojów. Piłkarz po każdym treningu idzie spać i dopiero, gdy wszystkie te czynniki są odpowiednio zgrane ma wrażenie, że obóz jest przygotowany na wysokim poziomie.

Wymieniłeś kluczowe elementy ważne dla drużyn. A gdy już je masz w hotelu, co jest najważniejsze i co stanowi największe wyzwania? W jaki sposób przygotowujesz siebie i swój zespół do przyjęcia tych grup?

Każdy zespół jest przeze mnie przeanalizowany, sprawdzony, omówiony z kierownikiem (danej drużyny – przyp. red.). Wiem, jaki jest trener, jacy są ludzie w sztabie, jacy piłkarze. Oni przy­jeżdżają do nas, żeby wykonać swoją pracę tak, aby osiągnąć sukces. My jesteśmy czynnikiem dodatkowym, który ma im w tym pomóc. Siedząc już jakiś czas w tym świecie, znam tych ludzi, wiem, co lubią, a czego nie. Analizuję sobie także drużyny pod kątem tego, jak zakończyli sezon i jakie mają priorytety na kolejny. Później moje obserwacje przedstawiam personelowi. Mówię im na co powinni zwracać uwagę. Np. że na śniadaniach muszą być konkretne produkty np. dla wegetarian, bezglute­nowców itd. Że przyjeżdża grupa, w której jest określona licz­ba muzułmanów i dla nich również musimy mieć odpowiednią propozycję kulinarną. Wskazuję, że na przykład dany trener lubi mieć na swoim stole zawsze dostępną oliwę z oliwek. Albo jak trener Nawałka miseczkę z pokrojoną natką pietruszki. To są de­tale, które pokazują, że wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom.

Musimy wyprzedzać prośby zanim skierują je do nas. Chcemy, aby sportowcy czuli się komfortowo. Jak w domu. Wymagam też od personelu, aby nie był nachalny w stosunku do druży­ny. Aby nie zaczepiał piłkarzy celem zdobycia autografów, czy prosząc o zdjęcia. Zawsze staram się porozumieć z zespołami, aby każdy przeznaczył 10 min na podziękowania dla personelu. Wówczas jest czas na fotki i podpisy.

Jak to wszystko udaje się pogodzić z przyjmowaniem gości indywidualnych?

Muszę przyznać, że jest to bardzo trudne. Goście przede wszyst­kim burzą się, że nie mogą przyjechać do nas latem. Wtedy bo­wiem Hotel Remes zarezerwowany jest dla drużyn. Nawet, gdy mam kilka wolnych pokoi, nie sprzedaję ich, bo wiem, że gość indy­widualny nigdy nie zrozumie gościa, którym jest piłkarz. Podam taki przykład: zawodnicy po treningu potrafią wystawiać buty na korytarz. Załóżmy, że mamy na piętrze 20 pokoi. 18 zajętych jest przez piłkarzy, natomiast dwa pozostałe zajmują inni goście. Wyobraźmy sobie więc ich reakcję na taką sytuację. Najdelikat­niej rzecz ujmując byłyby podstawy do wystawienia złej opinii lub jakiejś awantury. Drugi przypadek. Cała drużyna składająca się z 20 mężczyzn wybiera się na basen i napotyka tam parę, która przyjechała na romantyczny wypoczynek. Myślę, że jest to niekomfortowe dla każdej ze stron. Może nie powinienem tego mówić jako hotelarz, ale wolę czasem nie sprzedawać tych kilku pokoi, aby nie narażać się na pewną krytykę.

Wiemy z doświadczenia, że ok. 10 procent gości będzie nie­zadowolonych. Kiedyś bardzo przejmowaliśmy się wszystkim opiniami, jednak teraz już wiem, że i tak nigdy nie dogodzę wszystkim. Swoją drogą i tak mamy stałych gości, którzy do nas powracają i to świadczy o tym, że dajemy radę i spełniamy ocze­kiwania dla tych 90 procent.

Powiedziałeś, że Hotel Remes przyjmuje drużyny tylko latem…

Mamy ułożony schemat, który realizujemy od kilku lat. Wrze­sień-maj to przyjmowanie grup konferencyjnych, organizacja imprez okolicznościowych oraz goście indywidualni. Natomiast od połowy czerwca do końca sierpnia hotel jest praktycznie wy­łączony pod kątem sprzedaży. Wówczas…

CAŁĄ ROZMOWĘ PUBLIKUJEMY
W OGÓLNODOSTĘPNYM WYDANIU ŚWIATA HOTELI – CZERWIEC-LIPIEC 2021
>> KLIKNIJ, ABY DOKOŃCZYĆ LEKTURĘ <<

© BROG B2B Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością sp.k.
Dalsze rozpowszechnianie powyższego materiału jest zabronione.