Tu oddycha się historią – 120 lat Hotelu Bristol w Warszawie

[TYLKO U NAS] Aż 120 lat historii, tradycji, wspomnień, anegdot. Legendarny Hotel Bristol kryje w sobie temperament Ignacego Jana Paderewskiego, głos Jana Kiepury, ducha Wojciecha Kossaka, a także doświadczenia i emocje znamienitych postaci, które przekroczyły jego próg. Kryształową windę, jak karetę z bajki, uwielbiane przez Warszawiaków florentynki, tętniący życiem Bar Kolumnowy – świadek wielu znakomitych rozmów i spotkań. Także wiele opowieści, tajemnic i legend, które w najpiękniejszy sposób, od dekad, przybliżają gościom trzej Panowie – Sławek, Michał i Paweł – Concierge Hotelu Bristol. W rozmowie opowiedzieli nam o wyjątkowości swojego zawodu, nietuzinkowych oczekiwaniach gości, sytuacjach, które ujmują, wzruszają, czy w niebagatelny sposób wpływają na nich samych.
Sławomir Oleksiak, Concierge
Czy pamięta Pan swoją rozmowę kwalifikacyjną? Jak wspomina Pan pierwszy dzień pracy?

Nigdy nie byłem związany z branżą hotelarską i nie miałem w tym kierunku, ani wykształcenia ani doświadczenia. Po powro­cie z trzyletniego pobytu w Szwecji, szukałem swojego miejsca na ziemi. Gdy dowiedziałem się, że prowadzona jest rekrutacja do nowo otwieranego Hotelu Bristol, skierowałem swoje kroki do tymczasowego biura, które znajdowało się nieopodal obiek­tu. Tam urzędowała ówczesna dyrektor do spraw HR. Zapropo­nowała mi rozmowę kwalifikacyjną. Po niej byłem przekonany, że nie mam szans, aby się dostać. Dlatego też spokojnie, dalej poszukiwałem innej pracy. Niespodziewanie zadzwonił telefon z zaproszeniem na kolejne spotkanie. Wtedy już z kierowniczką recepcji i do tego też działu trafiłem. Pamiętam moment, gdy po raz pierwszy przekroczyłem próg hotelu. To było zderzenie ko­lorystyki szarych marmurów, włoskich – najlepszych na świecie, jak nas uczono – z przepięknymi wagnerowskimi dekoracjami w pastelowych kolorach. To było moje pierwsze zauroczenie wnętrzem.

Następnie podczas zwiedzania hotelu miałem okazję poznać ówczesnego szefa kuchni, Kurta Schellera. Dziś dobrze znana postać, wtedy wzbudzała zainteresowanie swoją apary­cją, sumiastymi wąsami, wysoką kucharską czapą, bluzą szefa z wyhaftowanym nazwiskiem i logo Hotelu Bristol oraz patkami z flagami Szwajcarii. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie także podróż naszą, słynną kryształową windą, która w połączeniu z nowoczesną technologią była niesamowita. Jadąc nią można było z obserwować wnętrza. Była to podróż królewską karocą.

Następnie zapewne rozpoczęła się obsługa i pierwsze kontakty z gośćmi. Czy kogoś szczególnie Pan wspomina?

Myślę, że w tym miejscu powinienem oddać hołd Charlie­mu Wattsowi, perkusiście The Rolling Stones, który niedawno zmarł. Był gościem naszego hotelu dwa razy. W czasie pierw­szego tourne zapamiętałem go z krótkiej rozmowy, gdy poprosił o szklankę gorącego mleka. Bardzo kontrastowało to z osobą Micka Jaggera, który w otoczeniu pięknych dziennikarek, najczę­ściej w barze, brylował opowiadając różnego rodzaju historie. Charlie Watts zawsze stał z boku. Zawsze wyciszony, spokojny. Podczas jego drugiej wizyty w Bristolu zrobił na mnie ogromne wrażenie. Zatrzymał się u nas prywatnie, z żoną w drodze do Janowa Podlaskiego na aukcję koni. Gdy dotarł do hotelu tra­fił akurat na czas, w którym mieliśmy mnóstwo check-outów. Wtedy przez nikogo nierozpoznany, stanął na końcu kolejki i z cierpliwością czekał na swoją porę. Gdy go zobaczyłem, wy­biegłem, aby przywitać tego wybitnego perkusistę. Tak ujęło go i rozbawiło to moje powitanie, a także wspomnienie szklanki mleka z pierwszej wizyty, że później wrócił do mnie i podzięko­wał.

Było to dla mnie duże przeżycie. Ja chłopak z robotniczego Bródna miałem zaszczyt spotkać tak wielkiego muzyka, słynne­go Stonesa, który pofatygował się osobiście, aby podziękować, że rozpoznałem go i zabawiłem historią.

Z ogromnym wzruszeniem i radością wspominam również osobę pewnej pani, która po wielu latach wróciła do Polski. Jej dziadek wyemigrował w 1904 roku do Ameryki, z małej pod­łódzkiej wioski. Ostatni raz widział swoją rodzinę w 1928 roku. Pani Leslie zauważając, że interesują mnie jej opowieści, powie­rzyła mi cel swojej podroży. Chciała bowiem wrócić do rodzinnej miejscowości dziadka i odkryć swoje korzenie. Posiadała tylko akt urodzenia i listy z rodziną z 1995 roku. Jako, że uwielbiam tego rodzaju śledztwa i zagadki, dotarłem do tego miejsca. Uda­ło mi się zdobyć kontakt do członków rodziny Pani Leslie. Gdy do nich zadzwoniłem, wyczuwałem ogromne poruszenie. Zor­ganizowałem jej transfer i przejazd do tej miejscowości. Kiedy do nas wróciła, rzuciła mi się na szyję. Później otrzymałem list, w którym dziękowała mi za ten wkład. Napisała w nim, coś co dobrze zapamiętałem: „Różnicę między hotelami dobrymi a do­skonałymi stanowią ludzie, którzy są w nich zatrudnieni”.

Michał Sawczuk, Concierge
Czy pamięta Pan moment, w którym pomyślał Pan o pracy w Bristolu?

Wszystko zaczęło się od spaceru po Krakowskim Przedmieściu. Przechodząc obok budynku Hotelu Bristol zobaczyłem bardzo długą kolejkę, ciągnącą się przez całą ulicę Ossolińskich. Zapy­tałem jednej z osób w niej stojącej, do czego ta kolejka. Dowie­działem się, że właśnie trwa nabór pracowników do hotelu, który wkrótce ma zostać ponownie otwarty. Choć wcześniej nie przy­puszczałem, że będę pracować w hotelarstwie, pomyślałem, że może warto złożyć swoją aplikację. Zanosiłem więc CV do biura tymczasowego, które znajdowało się na tyłach obecnego budyn­ku Ministerstwa Kultury. Tak naprawdę nie wiedziałem, na jakie stanowisko aplikować, a więc napisałem, że chciałbym być asy­stentem dyrektora.

Podczas pierwszej rozmowy, dowiedziałem się, że nie ma takiej funkcji, ale zaproponowano mi pracę na stanowisku Concierge. Pani, która przeprowadzała rozmowę, za­pytała czy wiem, na czym polega ta praca. Ja akurat wiedziałem, ponieważ będąc na praktykach studenckich w Kanadzie czasem zatrzymywałem się w hotelach wyższej klasy, gdzie był Concier­ge. Wiedziałem więc mniej więcej czym się zajmuje taka osoba. Pomyślałem: „Czemu nie!”. Po kolejnych kliku rozmowach otrzy­małem informację, że zostałem przyjęty. Później dowiedziałem się, że swoje dokumenty do pracy w Bristolu złożyło ponad 6 tys. osób. Spośród nich 2,5 tys. zostało zaproszonych na rozmowę. Ostatecznie zatrudniono 352 osoby. W tym mnie.

Ciekawe jest w tym wszystkim to, że zawsze bardzo intere­sował mnie budynek Hotelu Bristol. Jako student UW często przechodziłem obok. Zawsze myślałem o tym miejscu, jak wy­glądał wcześniej, co się tu działo. Dużo też czytałem.

Aż Pan tu trafił i został na blisko 30 lat. Jak wspomina Pan pierwszy dzień pracy?

Do pracy zostaliśmy przyjęci 6 listopada 1992 roku, jednak przez miesiąc mieliśmy szkolenia z obsługi gości i systemów kompu­terowych. Dopiero 5 grudnia rozpoczęliśmy już właściwą pracę. Pamiętam, że pierwszego dnia byłem nieco spanikowany, nie­pewny czy wszystko będzie działało, czy będę potrafić rozma­wiać z gośćmi. Poza tym, mimo że hotel był otwarty, to pewne działy nie były jeszcze uruchomione. Np. spa czy basen. W lobby nie było wszystkich mebli. To powodowało, że goście przycho­dzili i pytali czy to na pewno jest Bristol, czy jest otwarty. Musie­liśmy zapewniać, że hotel działa i zapraszaliśmy do nas. Wtedy wszyscy gości byli przeze mnie odprowadzani do pokoi.

Pierwszym zadaniem było sprawdzenie lotów dla gości. Dziś to jest bardzo proste. Jednak wówczas, trzeba było po pierwsze dokładnie zapisać życzenia gości, dodzwonić się do LOT-u i pod­czas rozmowy telefonicznej dopytać o loty, ceny, godziny i zare­zerwować odpowiedni.

Później bardzo szybko musiałem zacząć orientować się w tym, co dzieje się w mieście. Poznać miejscowe restauracje, teatry, galerie. Cały czas musimy być na bieżąco z tym, co jest grane na warszawskich deskach, w kinach, jakie wystawy warto odwiedzić, na jakie koncerty się wybrać, gdzie zjeść. Oczywiście posiadamy różnego rodzaju foldery o Warszawie i mapki, jednak goście oczekują od nas własnych rekomendacji.

Jakie było najbardziej zaskakujące życzenie, z którym się Pan spotkał?

Pamiętam taką sytuację, że otrzymaliśmy kiedyś zapytanie, czy podczas pobytu istnieje możliwość zorganizowania kąpieli w szampanie. Nie byłem pewien czy to żart, czy rzeczywiście ktoś ma takie życzenie. Zorientowałem się, jaka jest pojemność wanny. Wyliczyłem, że to ok. 100 l i że trzeba użyć ok. 150 bute­lek. Biorąc pod uwagę cenę szampana, nawet niezbyt drogiego, to wyszłoby dobre kilkadziesiąt tysięcy. Odpisałem, że z przy­jemnością zorganizujemy taką kąpiel i proponujemy konkretny szampan, podałem jego cenę. Otrzymaliśmy mail zwrotny, że gość chciał tylko sprawdzić, jaka będzie nasza reakcja i czy my, jako Bristol jesteśmy w stanie spełnić takie życzenie.

Nasza praca polega na tym, aby zrealizować każdą prośbę go­ścia. Oczywiście nie podejmujemy się wykonania takich, które przekraczają granice moralne bądź prawne.

Paweł Owczarek, Concierge
Którego z gości Pan najbardziej zapamiętał?

Nie był to żaden VIP, osoba z pierwszych stron gazet, tylko kil­kunastoletni chłopiec. Przyjechał do Bristolu, bo dużo o nim słyszał. Miałem okazje oprowadzać go po obiekcie. Opowia­dałem historię hotelu, trochę rozmawialiśmy. Po jakimś czasie otrzymałem od niego list. Dziękował za to, że poświęciłem mu czas. Na kartce wklejone było nasze zdjęcie (opowiadając o tej sytuacji Pan Paweł pokazuje mi list od chłopca – przyp. red.). To było dla mnie bardzo wzruszające. Tym bardziej, że jak się później dowiedziałem od jego mamy, chłopiec był osobą skrytą i nieśmiałą. Napisanie tego listu wymagało od niego przełama­nia pewnych barier. Zrobił to podobno pierwszy raz w życiu, co świadczyło, jak istotne było to dla niego.

Dla mnie praca Concierge to proza życia. Jestem po to, aby spełniać życzenia i to robię. Często nie zastanawiam się nad tym, jaka będzie reakcja gościa. Po prostu wykonuję swoje obowiązki. Jeśli później okazuje się, że gość jest zadowolony, że spełniłem jego oczekiwania, jestem zadowolony i dalej robię swoje.

Jaka jest najbardziej fascynująca i tajemnicza historia o hotelu?

Miejsce, w którym jesteśmy, zobowiązuje. 120 lat historii, tajem­nic, zabawy, spotkań. Przede wszystkim to budynek, który miał szczęście przetrwać I i II wojnę światową. Sam fakt, że przetrwał, jest powodem do wielkiej dumy.

Przyznam, że najbardziej urzeka mnie postać Paderew­skiego. Kiedy zaczynałem przygodę z Bristolem wiedziałem, że wielkim człowiekiem był. Jednak prawie 30 lat pracy tu­taj „zmusiło” mnie do odkrywania tej osoby. Dziś jestem jego fanem. To w tym miejscu (Apartamencie Paderewskie­go – przyp. red) odbywało się posiedzenie jego gabinetu. To tutaj, gdy został premierem, spotykali się członkowie rządu. Tu jako minister spraw zagranicznych przyjmował polityków ze świata. Wokół niego i jego pobytu w hotelu jest mnóstwo opowieści. Jestem dumy, że tu tworzyła się historia Rzecz­pospolitej, kształtowała się niepodległość Polski. Tu oddycha się historią.

Gdzie w hotelu czuje się Pan najlepiej?

Tak naprawdę cały hotel jest przestrzenią, którą uwielbiam. Zarówno piwnice, jak i pokoje, korytarze, recepcję. Znam go od podszewki. Natomiast emocje są w Apartamencie Paderewskiego. Mogę dotknąć sofy na której siedziała Marlene Dietrich i balkonu, z którego śpiewał Jan Kiepu­ra. Mam świadomość powagi tego miejsca. Gdy chodzę po korytarzu na trzecim i czwartym piętrze, myślę o tym, że Wojciech Kossak miał tu swoją pracownię. Nie każdy ma takie szczęście, aby być tak blisko historii tak wielu osób, w miejscu pracy.

CAŁY WYWIAD PUBLIKUJEMY W
ŚWIAT HOTELI – WRZESIEŃ-PAŹDZIERNIK 2021
>> kliknij, aby się zapoznać się z pełnym wydaniem <<

© BROG B2B Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością sp.k.
Dalsze rozpowszechnianie powyższego materiału zabronione.